Pielgrzym
06.02.2007
Starszy człowiek jechał całą noc z Kartuz tylko po to, aby wejść z pielgrzymką na Giewont. W starych, rozchodzonych półbutach, z butelką wody w jednej kieszeni i kanapką w drugiej szedł powoli, często przystając ze zmęczenia i z potrzeby zapatrzenia się w każdy kamień, roślinę i idącego człowieka. Ogarniał wzrokiem przepastne krajobrazy i był szczęśliwy. Mijały go grupy rozgadanych, hałaśliwych turystów pędzących ślepo przed siebie. Wiele młodszych i dobrze wyekwipowanych osób zawracało ze szlaku z powodu upału. On szedł, bo chciał chociaż raz w życiu pomodlić się pod Krzyżem. Kiedy pielgrzymi wracali po nabożeństwie, on dopiero dochodził do celu swojej pierwszej i ostatniej pielgrzymki do tego miejsca, o którym zawsze marzył. Pragnął zostać dłużej na szczycie ale wieczorem wracał na Kaszuby.
