Polska alpejka nie boi się gwiazd i chce jeździć jak Maier
28.10.2008
– Godzinami mogę oglądać jego jazdę – opowiadała kiedyś zawodniczka SN PTT Zakopane. O sukcesach idola na razie może jednak tylko pomarzyć, choć w głowie ma sporo planów. Początek nowego sezonu Pucharu Świata miała obiecujący. W inaugurujących zawodach w Sölden Polka zajęła 26. miejsce, warte pięć punktów do klasyfikacji generalnej i nominację olimpijską na igrzyska w Vancouver.
– Jestem zadowolona z tego startu, choć wiem, że stać mnie na jeszcze lepsze występy – przyznawała Agnieszka. – W pierwszych zawodach forma zawsze jest niewiadomą. Czuję, że do optymalnej dyspozycji jeszcze trochę mi brakuje.
Wszyscy liczą, że w tym sezonie utalentowana zakopianka w końcu pokaże, na co ją stać. Już dwa lata temu zapowiadała, że „wkrótce chce się zadomowić w trzydziestce giganta”, lecz do soboty udało jej się zapunktować w PŚ tylko raz. Wcześniej nie omijały jej jednak problemy zdrowotne. Tak jak przed rokiem, gdy plan przygotowań storpedowały przewlekłe anginy.
– Miałam momenty zwątpienia, gdy coś się nie udawało, jednak kryzysy zawsze szybko mijały. W końcu narty to moja pasja – kwituje.
Nigdy nie miała kompleksów. WPŚ zaczęła jeździć, mając 17 lat, i nie robiło na niej wrażenia, kiedy obok rozgrzewały się gwiazdy formatu Chorwatki Janicy Kostelić. – Z czasem razem z presją wyniku pojawił się też stres, choć nie jest bardzo uciążliwy – mówi narciarka.
Na sport była skazana. Rodzina Gąsieniców-Danielów z Krzeptówek wydała na świat czterech olimpijczyków: skoczka Andrzeja, alpejkę Marię, biegaczkę Helenę i kombinatora klasycznego Józefa. Teraz doszusuje do nich Agnieszka.
– W Zakopanem sporo dzieciaków chciałoby jeździć profesjonalnie na nartach, ale na szerokie szkolenie nie ma pieniędzy. Koszty muszą ponosić więc rodzice, a przecież nie wszystkich na to stać. Ja jestem szczęśliwa, że dostałam swoją szansę – stwierdziła kiedyś. Nie przeszkadza jej, że grubo ponad 200 dni w roku spędza poza domem.
– Nie zawsze jest łatwo, ale jeśli decydujesz się na takie wyrzeczenia i ciężką pracę, musisz kochać to, co robisz. Inaczej nie wytrzymasz – tłumaczy Agnieszka, która teraz pilnie przygotowuje się do kolejnych startów.
Sezon alpejskiego Pucharu Świata na dobre rozkręci się dopiero pod koniec listopada. Dla Gąsienicy-Daniel najważniejsze będą jednak mistrzostwa świata we francuskim Val d’Isére, które zaplanowano na pierwszą połowę lutego.
Przemysław Franczak
Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2008/10/28

