Zakopane — portal z-ne.pl

Kowalczyk: Bolące mięśnie nie dają spać

04.11.2008

Kowalczyk: Bolące mięśnie nie dają spać

– Czasem mięśnie bolą mnie tak, że nie mogę spać – zwierza się 25-letnia zawodniczka z Kasiny Wielkiej. – Wiem jednak, że nie ma innej drogi, aby osiągnąć sukces.

Jej trener Aleksander Wierietielny przekonuje, że podczas zgrupowań nie mieli czasu nawet na oglądanie telewizji czy spacer. – Żadna z jej konkurentek nie pracuje tak ciężko – komplementuje podopieczną.

Wielki wysiłek nie idzie w próżnię. Justyna ma brązowy medal olimpijski z igrzysk w Turynie, jest trzecią zawodniczką poprzedniej edycji PŚ i jedną z głównych faworytek sezonu, który rozpocznie się 22 listopada w szwedzkim Gaellivare. – I co ważne, dopiero wchodzi w optymalny dla biegaczki wiek – zauważa prezes Polskiego Związku Narciarskiego Apoloniusz Tajner, który wobec Kowalczyk ma „oczekiwania najwyższego rzędu”.

Ani zawodniczka, ani trener nie mówią o sukcesach. Ale o nich myślą. – Według statystyk ubiegłego sezonu byłam najrówniej biegającą zawodniczką z czołówki, więc chciałabym to powtórzyć. Naturalnie nie w każdych zawodach będę zajmować dobre miejsce, bo czasem może zdarzyć się i trzydziesta lokata, ale będę się starać – obiecuje Justyna. Najważniejsze będą dla niej mistrzostwa świata w czeskim Libercu (druga połowa lutego), ale przyznaje, że realne jest trzymanie dwóch srok za ogon.

– Jeśli jesteś przygotowany do tego, aby zdobywać medale na mistrzostwach, to nie grozi ci, że w zawodach PŚ będziesz przybiegał na końcu stawki. Mistrzostwa będą mieć jednak priorytet. Jeśli np. poczuję się gorzej, rozchoruję, to nie będę na siłę startować w Pucharze – zdradza plany.

Szkoleniowiec opisuje krótko własne oczekiwania: – Chcemy iść do przodu, rozwijać się. Osiągnąć więcej niż dotychczas. Wierietielny opowiadał kiedyś, że nigdy nie musiał Justyny zaganiać do pracy, a wręcz przeciwnie – zawsze ją hamował, żeby nie przedobrzyła. – Teraz to się zmieniło. Najgorsze – śmieje się szkoleniowiec. – Jeśli jest zaplanowany dwugodzinny trening, to ona chce dwa razy dłuższy. Choć teraz zdarzało się czasem, że mówiła: trenerze, mam dość.

Kowalczyk nie jest fizjologicznym fenomenem, nie ma wydolności Lance’a Armstronga z czasów, gdy Amerykanin wygrywał Tour de France. Ma jednak, jak mówi trener, niesamowite zdrowie („Bardzo szybko regeneruje się po wysiłku”). I charakter zwycięzcy. – Nie jest tak, że budzę się o piątej rano i krzyczę: „Hurra! Jest trening”. Bawię się w to jednak już od dziesięciu lat i teraz lepiej to wszystko znoszę. Motywację dają mi coraz lepsze wyniki. Nie zawsze jest fajnie, ale ja jestem mocna psychicznie i daję radę – przekonuje zawodniczka.

Wierietielny stara się urozmaicić jej zajęcia. W tym roku wychodził w PZN zakup wyczynowego roweru szosowego wartego 11 tysięcy zł. – Jeździłam nim tylko pod górę, bo w dół się bałam – śmieje się Justyna. W Związku starają się na nią chuchać i dmuchać. Tworzy nietypową, jednoosobową kadrę (zwaną „A”, dla odróżnienia od kadry A-mix, w której są cztery zawodniczki i trzech zawodników) i na niczym jej nie zbywa. Pracuje z nią aż trzech serwismenów, których szef Ulf Olsson to jeden z najlepszych specjalistów w branży. To on z tysięcy par nart wybrał kilkadziesiąt, na których Kowalczyk będzie startować w nowym sezonie i to on będzie się o nie troszczył.

– W tym sporcie liczą się przecież niuanse. Parafin, smarów, preparatów są setki, a dobrze przygotowane narty to trzydzieści procent sukcesu – wyjaśnia Justyna, która już wczoraj wyjechała do Szwecji. Do Polski wróci dopiero na Boże Narodzenie.

Przemysław Franczak

Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2008/11/04