Doktorzy od Małysza
27.11.2008
Czterokrotny zdobywca Kryształowej Kuli i 38-krotny zwycięzca konkursów Pucharu Świata na kolejny triumf czeka już długo. Ostatni raz na najwyższym stopniu podium PŚ stanął 25 marca 2007 roku w Planicy.
Poprzedni sezon Adam miał zły. Ani razu nie znalazł się nawet w czołowej trójce (wcześniej 74-krotnie). W marcu prezes Polskiego Związku Narciarskiego Apoloniusz Tajner zdecydował więc, że nie przedłuży kontraktu z fińskim szkoleniowcem kadry – Hannu Lepistö. Były trener Adama, twórca jego największych sukcesów, postanowił, że po czterech latach przerwy polskie skoki trzeba oddać w polskie ręce. Trenerem reprezentacji został Łukasz Kruczek. Wybór wydawał się naturalny, pytanie było tylko jedno – czy były kolega Adama z kadry nie dostaje szansy zbyt wcześnie?
Kruczek od zakończenia kariery nawet na chwilę nie stracił kontaktu z Małyszem i spółką. Najpierw był asystentem Heinza Kuttina, później Lepistö. Poznał zatem dwie dominujące w tej chwili w skokach szkoły trenerskie – austriacką i fińską. Dzisiaj pytany, czego nauczył się od przełożonych, odpowiada, że od Heinza poruszania się w świecie skoków, a od Hannu – cierpliwości i spokoju.
Zatrudniając Kruczka, Tajner postawił tylko jeden warunek – odbudowa grupy naukowo-szkoleniowej, która ma działać na rzecz zespołu, ze szczególnym naciskiem na współpracę z fizjologiem, profesorem Jerzym Żołądziem.
W namawianie Żołądzia zaangażował się nawet menedżer Adama Eddie Federer, który pokrywa połowę honorarium naukowca. Udało się. Małysz znów ma wokół siebie „doktorów”, jak lubił mawiać w latach swych triumfów. W prywatnych rozmowach często dodawał, że to „doktorom”, zwłaszcza Żołądziowi, zawdzięcza nie mniej niż samemu Tajnerowi. Profesor wprawdzie nie będzie, jak kiedyś, jeździć ma konkursy, lecz układał, wspólnie z Kruczkiem, plan treningowy. Adami cała kadra mają też psychologa. Nie jest to wprawdzie dr Jan Blecharz, ale Kamil Wódka ma nie gorszy kontakt z zawodnikami niż kiedyś ten pierwszy.
Jerzy Żołądź zgodził się na współpracę, bo jest przekonany, że Adam, mimo że jest najstarszym zawodnikiem światowej czołówki, nadal może wygrywać. Musiał tylko odpocząć. W ostatnich latach zbyt wiele czasu w treningu Małysza i całej kadry było bowiem ciężkich zajęć, a za mało czasu poświęcano na regenerację.
Zatem zajęcia – według profesora – mają nie być ciężkie, tylko efektywne. Dlatego właśnie Adam latem odpoczywał. Starty w zawodach Grand Prix traktował wyłącznie treningowo, choć zapewne 30 i 15 miejsce w Zakopanem nie mogły „nie zaboleć” orła z Wisły. Wszystko było jednak podporządkowane jednemu celowi: powrotowi legendarnej wręcz mocy Polaka na progu skoczni.
Czy się to udało? Przekonamy się już dziś, bo o 18 czasu polskiego w Kuusamo zaczynają się kwalifikacje do sobotniego konkursu indywidualnego. Transmisja w TVP Sport i Eurosporcie.
Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2008/11/27

