Tajner nie kieruje z tylnego fotela
28.11.2008
Latem Adam Małysz skakał co najwyżej średnio. Boi się Pan zimy?
Nie, bowiem, jak Małysz i my podchodziliśmy do sezonu letniego. To miało być wyłącznie przygotowanie do zimy. Niczego wam nie obiecam, ale jestem naprawdę spokojny. Musi być dobrze, bo przygotowania przebiegły wyjątkowo spokojnie. Nawet w Lillehammer, gdzie po raz pierwszy skakaliśmy na śniegu, mieliśmy szczęście do pogody.
Z kadrą pracuje już Pan piąty rok. Czego nauczył się Pan od swoich poprzedników, których był Pan asystentem?
Od Heinza Kuttina organizacji i poruszania się w świecie skoków: co u kogo można załatwić, jak wybierać sprzęt, gdzie szukać, jak go testować. Od Hannu Lepistoe chłodnego spojrzenia na trening. Ale dodam do tego jeszcze Apoloniusza Tajnera, bo przecież byłem jego zawodnikiem. Od niego pożyczyłem sztab, który powinien pracować dla kadry.
Gdy został Pan pierwszym trenerem kadry, od razu pojawiły się głosy, że to Apoloniusz Tajner jako prezes związku będzie kierował teraz kadrą z tylnego siedzenia.
No i co mam powiedzieć poza tym, że to bzdura. Wszystkie decyzje podejmuję sam, a prezes interesuje się oczywiście kadrą, lecz wcale nie bardziej niż wy, dziennikarze. Dzwoni do mnie, pyta, jak leci, co robimy, jakie mamy plany, i tyle.
Do której szkoły trenerskiej Panu bliżej – austriackiej, fińskiej czy polskiej?
Z każdej wziąłem po trochu, ale staram się wypracować własny styl oparty na teoriach profesora Jerzego Żołądzia. Czyli chyba jednak do polskiej, bo nie odkrywam nowych lądów, tylko czerpię z tego, co już kiedyś w pracy z Małyszem i spółką się sprawdziło.
Adam ma specjalne prawa w grupie, którą Pan trenuje?
Oczywiście że trenuje na innych zasadach, choćby dlatego że jest na innym etapie kariery. Jego organizm musiał dostać więcej czasu na odpoczynek niż młodszych zawodników. Inaczej też będzie obciążany startami. Chcemy tak gospodarować jego siłami, by najlepszy był podczas najważniejszych zawodów.
Jakie starty odpuścicie?
Chcemy zrobić przerwę nie tylko dla Adama, ale dla całej kadry przed mistrzostwami świata w Libercu. Po styczniowych zawodach w Zakopanem wybiorę skład, który będzie przygotowywał się do startu w Czechach. Ci zawodnicy polecą ze mną do Vancouver, gdzie odbędą się konkursy na olimpijskich skoczniach. Po konkursach zostaniemy tam przez cały tydzień, by się „nauczyć” tych obiektów. Nie wystartujemy więc w Sapporo i pewnie w Willingen. Pojedziemy dopiero do Klingenthal, a później są już mistrzostwa świata w Libercu. To jest dla nas najważniejsza impreza sezonu. Tam mamy być najmocniejsi.
Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2008/11/28

