Zakopane — portal z-ne.pl

Polskie orły bez skrzydeł

01.12.2008

Polskie orły bez skrzydeł

W sobotę tak dobrze już nie było: udało się bowiem przeprowadzić rywalizację indywidualną i – na podstawie jednej serii – drużynową. W efekcie kibice znów mają prawo czuć się zdezorientowani, mimo szumnych zapowiedzi szkoleniowców, zawodników i prezesa Polskiego Związku Narciarskiego Apoloniusza Tajnera. Zobaczyli na razie 14. miejsce Adama Małysza, 29. Marcina Bachledy oraz 7. lokatę zespołu, który za plecami zostawił tylko Japończyków i Ukraińców.

W polskim sztabie długo trwały dyskusje, czy start w Kuusamo ma sens. Pojawiła się bowiem opcja, by sezon zainaugurować w Trondheim, gdzie skoczkowie spotkają się w najbliższy weekend. Stabilniejsze warunki byłyby bowiem lepszym miernikiem dyspozycji kadrowiczów niż loteria trwająca na obiekcie w Finlandii.

– Ostatecznie zadecydowaliśmy, żeby startować. Chcieliśmy z bliska przyjrzeć się rywalom, a także zdobyć pierwsze punkty do klasyfikacji – przyznał selekcjoner kadry Łukasz Kruczek.

Szkoleniowiec w Kuusamo przeżywał jednak spore zawirowania nie tylko ze względu na wiatr. Ból głowy przede wszystkim musiała wywołać postawa jego podopiecznych. Wszyscy bez wyjątków zgodnie skakali w... kratkę. Na pewno największą niespodzianką in minus był występ Kamila Stocha, uznawanego za wicelidera drużyny – jego 91,5 m w pierwszej serii konkursu to z całą pewnością powód do wstydu. Już wkrótce, w następnych konkursach, okaże się, czy wielki wpływ na tę wpadkę miały warunki atmosferyczne. W każdym razie warto przypomnieć teorię, że Kamil najlepiej mobilizuje się na starty w tych konkursach, w których nie ma Małysza.

Orzeł z Wisły natomiast nie spodziewał się zapewne, że w pierwszej serii tylko zremisuje z Bachledą. Obaj zaliczyli po 114,5 m, dostali też identyczną notę. Dopiero w drugiej serii ta wewnętrzna rywalizacja Polaków została definitywnie rozstrzygnięta. Na dobrą sprawę „Diabeł” oddał ją walkowerem, osiągając 101,5 m, podczas gdy Małysz poleciał 20 metrów dalej.

Nasi skoczkowie byli jednak tylko drugoplanowymi postaciami sobotnich wydarzeń. Cichym bohaterem konkursu, bo ostatecznie zabrakło go na podium, był Anders Bardal. Norweg w decydującej serii wybił się z progu z niesamowitą mocą, ułamek sekundy później złapał korzystny wiatr i frunął na podmuchu niczym Małysz za swoich złotych czasów. Uzyskane przez niego 137 m w praktyce oznaczało awans z dwudziestego na piąte miejsce. Nikt inny tak długo nie musiał marznąć, stojąc po swoim skoku w miejscu przeznaczonym dla lidera zawodów. Główną pulę punktów i pieniędzy zgarnął jednak szwajcarski Harry Potter, czyli Simon Ammann. W pierwszym podejściu skoczył 131 m, w drugim 126,5 m i odparł atak trzech austriackich myśliwców: Wolfganga Loitzla, Gregora Schlierenzauera i Thomasa Morgensterna. – Fajnie jest wygrywać, cieszę się ze swoich skoków – krótko, ale treściwie podsumował swój występ triumfator.

Po zakończeniu zmagań indywidualnych odbyła się jedna seria przeniesionego z piątku konkursu drużynowego. – Dla nas zespół jest bardzo ważny. Pod tym względem miniony sezon pozostawił spory niedosyt – nie ukrywał prezes Tajner. Jego apetyt także i tym razem nie został zaspokojony, bo biało-czerwona ekipa toczyła emocjonujący bój, ale tylko z Japończykami, a jego stawką było zaledwie siódme miejsce, podczas gdy na szczycie trwała wymiana ciosów pomiędzy Finami i Austriakami. Dramaturgii sprzyjało jury, które podnosiło stopniowo belkę, dzięki czemu skoki znów nabrały barw. W tej sytuacji o sukcesie gospodarzy zadecydował dopiero lot Mattiego Hautamaekiego na 140. metr. Dorobek Polaków był w tym kontekście dość mizerny, może poza Małyszem, bo jego skok na odległość 133 m był efektowny. 122 m pokonał w powietrzu Bachleda, 112,5 m Stoch, a 106,5 m najsłabszy w Kuusamo Stefan Hula.

– Miałem nadzieję, że powalczymy o szóstą lokatę – nie ukrywał po zawodach rozczarowania selekcjoner Kruczek. Jeszcze większy zawód stał się jednak udziałem Rosjan, którzy miejsce na podium przegrali za sprawą upadku Denisa Korniłowa. Nie zmienia to jednak faktu, że zespół prowadzony przez Wolfganga Steierta nie ma zamiaru odgrywać w tym sezonie roli statystów. Jeśli aura dopisze, to najbliższe kilka dni reprezentacja spędzi na treningach w Zakopanem, a w czwartek poleci do Trondheim. Kruczek pewnie z czystym sumieniem dokonałby w jej składzie roszad, ale decyzje jeszcze nie zapadły.

Rafał Musioł

Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2008/12/01