Zakopane — portal z-ne.pl

Kojonkoski: Adam może wygrać w Zakopanem

12.12.2008

Kojonkoski: Adam może wygrać w Zakopanem

W weekend kolejne konkursy Pucharu Świata. We włoskim Pragelato nie zobaczymy Adama Małysza i innych Polaków. Zostali wycofani i trenują w Ramsau. To dobra decyzja?

Zdecydowanie tak. Niestety, Adam nie jest teraz w takiej formie, w jakiej powinien być i chciałby być. Oczekiwał znacznie więcej. W takim momencie zrobienie sobie przerwy od Pucharu Świata to najlepsze rozwiązanie. Skakanie na mniejszym obiekcie jest dobrym krokiem. Postawa wszystkich polskich zawodników na pewno była rozczarowaniem dla trenera Łukasza Kruczka. Inne zespoły wprawdzie także mają różne problemy, lecz nawet w mojej drużynie pojawiają się dobre skoki. Wśród Polaków chyba nie widziałem jeszcze udanej próby. Nie wiem, czy popełniono błędy w przygotowaniach, ale jestem pewny, że przerwa jest konieczna.

Widział Pan kilka skoków Adama w tym sezonie. Sam Małysz mówi, że wydaje mu się, iż wszystko jest w porządku, ale jakoś nie może odlecieć. Zauważył Pan, jakie popełnia błędy?

To naprawdę ciężko powiedzieć. Dla mnie też wygląda wszystko dobrze i skoki powinny być o wiele lepsze. Wydaje się, że mentalnie jest bardzo dobrze przygotowany. Zawsze był walecznym zawodnikiem, ale może to Małyszowi teraz trochę przeszkadza. O tym, czy ktoś leci daleko, czy też blisko czasem decydują minimalnie szczegóły. Często wystarczy poprawić jeden detal i wszystko wraca do normy. Z drugiej strony jeśli za bardzo chce się latać daleko, to traci się naturalność skoków. Wszystko musi odbywać się automatycznie. Może Adam za dużo myśli o samych próbach i przez tonie skacze tak, jak chce. Małyszowi na pewno potrzeba więcej odprężenia i relaksu.

Niektórzy mówią, że głównym bolączką Adama jest zbyt niska prędkość.

To faktycznie może być jeden z powodów bliższych skoków, ale na pewno nie jest kluczowy. Nie wiem, czemu tak się dzieje, że Adam odstaje szybkościowo odrywali. Być może jego narty są źle posmarowane, albo ma jakiś problem z kątem najazdu.

A może po prostu Adam jest już za stary, by skakać tak dobrze jak jeszcze dwa sezony temu? Ma już przecież 31 lat.

Tak nie uważam. Wiek nie jest najważniejszy. Zależy, jakie ma się na stawie nie do skakania, jak się czuje fizycznie i mentalnie. Adam na pewno nie odpuszcza i cały czas ma motywację do dobrego skakania. On jest walecznym zawodnikiem. Normalnie, kiedy ktoś jest coraz starszy, to jednocześnie jest trochę mniej zaangażowany i mniej chce mu się coś robić. Po Adamie na pewno tego nie widać.

Jednak po trzydziestce konkursy Puchar Świata wygrywali Jens Weissflog i Janne Ahonen. Może jednak Adam już ma za dużo lat.

No, może jest w tym trochę prawdy. Faktycznie mało kto skakał dobrze w tym wieku. Jednak mój podopieczny Roar Ljoekelsoey ma już przecież 32 lata, a nadal skacze bardzo dobrze. Adam też może jeszcze osiągać sukcesy. Jednak raczej nie tak często jak kiedyś.

Małysz nieoficjalnie mówi, że najważniejsze dla niego w tym sezonie będą mistrzostwa świata w Libercu i konkursy Pucharu Świata w Zakopanem.

Bez wątpienia może tam być na podium. Jeśli spokojnie przygotuje się do tych zawodów, może wygrać i w Zakopanem, i w Libercu.

Jak Pan oceni zmianę selekcjonera polskiej kadry?

Poprzedni sezon był dla Adama i ówczesnego trenera, mojego rodaka Hannu Lepistö, bardzo ciężki. Zmiana była chyba nieunikniona. Myślę, że Łukasz Kruczek jest dobrym szkoleniowcem. Wiem, że w Polsce wszyscy oczekują świetnych wyników Małysza, ale nowemu trenerowi trzeba dać jeszcze trochę czasu i spokoju. To dla niego trudna sytuacja, lecz sądzę, że sobie poradzi. Dajcie mu jeszcze miesiąc na rozwiązanie problemów. To jest mądry człowiek i wie, co robi.

Jeśli Pan byłby opiekunem naszej kadry, to co by Pan zrobił?

Nie jestem blisko waszego zespołu, ale wiem jedno: ważne jest to, by dobrze zaczęli skakać inni zawodnicy w ekipie, nie tylko Adam. Przecież poprzedniego lata Kamil Stoch pokazał, że ma spore możliwości. Ostatnio zrobił to Łukasz Rutkowski. Małysz nie może być sam.

Za nami trzy konkursy indywidualne Pucharu Świata. W klasyfikacji generalnej prowadzi niespodziewanie Szwajcar Simon Ammann.

Też jestem zaskoczony. Skacze bardzo ofensywnie. Nie kalkuluje, tylko za każdym razem daje z siebie wszystko. Widzieć Simona w takiej dyspozycji, to dla mnie, i jednocześnie dla wszystkich, wielka przyjemność. Każdy bardzo go lubi i szanuje.

Jednak przed sezonem na głównego faworyta typowano Austriaka Gregora Schlierenzauera.

To dopiero początek, więc jeszcze niczego nie można rozstrzygać. Myślę, że Gregor nadal jest faworytem. Nie wiem, czy po świetnych skokach latem nie za bardzo uwierzył, że łatwo zdobędzie też Kryształową Kulę. Wielu zawodników będzie go naciskało, i to może być pewien problem. Trudno powiedzieć, czy Schlierenzauerowi uda się dobrze skakać pod presją. Gdy będzie czuł oddech pozostałych skoczków, może zacząć popełniać błędy. Jest przecież jeszcze młody. To bez wątpienia będzie pasjonujący sezon, w którym nie zobaczymy jednego dominującego zawodnika.

Jakie ma Pan refleksje na temat swojej pracy?

Byłem bardzo rozczarowany po konkursie w Kuusamo. Tak naprawdę to nie wiem, co tam się stało. Coś nie wypaliło, a przecież w kwalifikacjach było OK. W Trondheim skakaliśmy już zdecydowanie lepiej. Nie jest jeszcze tak. jakbym chciał, ale wszystko zmierza w dobrym kierunku. Anders Jacobsen odzyskał naturalność i może walczyć o Kryształową Kulę. Skacze ostatnio bardzo dobrze.

Co się dzieje z mistrzem olimpijskim z Turynu Larsem Bystoelem? Podobno zapadał się pod ziemię.

Lars miał latem poważne kłopoty osobiste. Stracił dziewczynę i ciężko jest mu teraz myśleć o skokach. Mieszka w Lillehammer i mam nadzieję, że jeszcze wróci do sportu. Najważniejsze jest, by stanął na nogi jako człowiek. Teraz skoki naprawdę nie są istotne.

Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2008/12/12