Zakopane — portal z-ne.pl

Małysz „po serwisie” wraca do rywalizacji

18.12.2008

Małysz „po serwisie” wraca do rywalizacji

Sześć dni trwał program naprawczy, który trener Łukasz Kruczek zaaplikował całej naszej kadrze skoczków po kiepskich występach w Kuusamo i Trondheim. Zamiast do Pragelato, Adam Małysz i spółka pojechali trenować na średniej skoczni do austriackiego Ramsau.

– Dziś mogę już z całą pewnością stwierdzić, że to był dobry pomysł – mówi Kruczek. – Obiekt był świetnie przygotowany, warunki wietrzne też nie przeszkadzały. Mogliśmy więc skupić się wyłącznie na poprawianiu błędów– dodaje szkoleniowiec. Nim kadra pojechała do Austrii, Kruczek konsultował się z fizjologiem Jerzym Żołądziem. Jeszcze w Polsce przebadano też Małysza pod kątem jego możliwości motorycznych.

Formę fizyczną reszty zawodników kadry zbadano już w Ramsau.

– Wyniki są jednoznaczne. Nikomu nie brakuje mocy. Adam i reszta są w bardzo dobrej formie fizycznej. Słabe skoki wynikały z błędów technicznych, które zawodnicy popełniali, głównie na progu – mówi Kruczek.

Do Ramsau pojechał niemal cały sztab kadry, łącznie z biomechanikiem Piotrem Krężałkiem, który codziennie filmował skoki zawodników, by później analizować każdy szczegół. W Austrii pojawił się nawet prezes Polskiego Związku Narciarskiego, były trener Adama – Apoloniusz Tajner.

Nim kadra wyjechała do Ramsau, Kruczek konsultował się także z pierwszym szkoleniowcem Małysza, jego wujkiem – Janem Szturcem. Słowem uruchomiono wszystkie możliwe procedury z czasów, gdy to Tajner był odpowiedzialny za formę najlepszego polskiego skoczka. Obiekt w Ramsau „Polo” lubił nawet nazywać prawidłem, które idealnie nadaje się do poprawiania wszelkich niedoskonałości w lotach Adama.

– Porównywaliśmy skoki Małysza z tymi, które oddawał tu w najlepszych czasach. Startował z tych samych belek, na progu osiągał porównywalne prędkości. Odległości też były podobne. Powinno więc być dobrze, choć musimy pamiętać, że w Ramsau nie mieliśmy możliwości zmierzenia się z rywalami – dodaje szkoleniowiec.

Jego bardzo ostrożny optymizm nie dziwi. Przed sezonem i Kruczek, i Tajner na podstawie skoków Adama w Lillehammer uważali, że jest on w wysokiej formie. Sęk w tym, że tam też nie można było porównać lotów Polaka z próbami innych zawodników.

– Ja jestem spokojny. Widać, że Adam ma moc. Wychwyciliśmy błąd na progu, który popełniał Małysz. Odbijał się pod złym kątem. Przez to jego moc szła w złym kierunku. Podobnie sprawa ma się z resztą zawodników – mówi Tajner, który na zgrupowaniu z Ramsau był przez jeden dzień.

– Dzisiejszy trening można uznać za naprawdę udany – powiedział we wtorek sam Małysz serwisowi www.skijumping.pl, po ostatnich zajęciach na skoczni w Ramsau. – Największy problem miałem z pozycją dojazdową. Chodzi o to, że trudno mi z niej wstać i muszę zrobić jakiś przyruch, aby oderwać się od progu (...). W efekcie albo za bardzo rzucałem się do przodu, albo cofały się kolana. Nie było więc tego ostatniego „dopchania” do progu – tłumaczył Małysz.

Wczoraj nasza kadra przejechała z Ramsau do szwajcarskiego Engelbergu. Jutro kwalifikacje, a w sobotę i w niedzielę – konkursy.

Robert Małolepszy

Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2008/12/18