Zagadka Małysza: Wie, co trzeba zrobić, ale nie wie jak
24.12.2008
Być może ta teza miała udowodnić, że Łukasz Kruczek równomiernie rozkłada swój trenerski talent na wszystkich zawodników, ale wyszło jak wyszło: twarde lądowania Małysza ni jak nie są pocieszające tylko dlatego, że jego koledzy odgrywają role trzeciorzędne w i tak wąskiej grupie zawodników uprawiających tę elitarną zimową dyscyplinę. Trudno oprzeć się wrażeniu, że Małysz znalazł się między młotem a kowadłem. Z jednej strony na jego starty naciska TVP, zdająca sobie sprawę, że bez niego oglądalność skoków spadnie w granice błędu statystycznego, a z drugiej sam związek, w dużej mierze utrzymujący się dzięki popularności pana Adama, a który już przed obecnym sezonem poczuł przedsmak krachu, gdy pojawił się problem ze sprzedażą powierzchni reklamowej na kombinezonach zawodników.
Nic więc dziwnego, że obie strony zaczęły zachowywać się desperacko – wystarczyło spojrzeć na twarze osób prowadzących studio w momencie gdy prezes Tajner ujawnił, że ekipa zostanie wycofana z konkursów w Pragelato. Ale sam PZN też próbuje zaczarować rzeczywistość. O ile można było zrozumieć buńczuczne zapowiedzi przedsezonowe, jak zwykle wskokach oparte na wróżeniu z fusów, to kolejne oświadczenia wygłaszane po konkursach zaczynają już irytować. Najpierw sam Małysz uznał, że skok formy jest tuż za progiem, potem Tajner deklarował, że po tym, co zobaczył na zorganizowanym znienacka zgrupowaniu w Ramsau, można być tylko optymistą. A kilkadziesiąt godzin później dokonał wspomnianej na wstępie myślowej wolty...
Sami zawodnicy też nie wiedzą, co wokół nich zaczyna się dziać. – Teraz powinniśmy troszkę odpocząć. W Ramsau oddaliśmy bardzo dużo skoków i teraz musimy przestać myśleć o skokach, w święta zająć się bliskimi. Myślę, że jeśli psychicznie i fizycznie odpoczniemy od skoków to wszystko powinno zacząć dobrze funkcjonować – oświadczył Marcin Bachleda za pośrednictwem serwisu skijumping.pl,
Sam Małysz też nie ukrywa bezradności. – Wiem, co mam zrobić, ale nie wiem, jak to wykonać – szczerze przyznał najbardziej utytułowany polski skoczek. Tymczasem już za pasem jest Turniej Czterech Skoczni, najważniejszy obok mistrzostw świata cel polskich skoczków w tym sezonie. – Na pewno pojadą Adam Małysz i Łukasz Rutkowski, pozostałą dwójkę wyłonimy po konsultacjach z trenerami Zbigniewem Klimowskim i Robertem Mateją – zapowiada selekcjoner Kruczek.
Jednym z najważniejszych kryteriów mają być treningi w Zakopanem, ale nie wiadomo, czy z przyczyn pogodowych uda się je przeprowadzić. Tajemnicą poliszynela pozostaje też fakt, że w walkę o kształt reprezentacji włączą się siły związane ze środowiskiem menedżerskim. Stąd podobno naciski na obecność Kamila Stocha, choć wyniki w tym sezonie rozwiewają tezę, że to on jest wiceliderem drużyny.
– Nie wiem, czy ten start na Czterech Skoczniach jest najlepszym pomysłem. Tam jest system ko, porażka z teoretycznie słabszym rywalem boli, może być tak, że nasza ekipa znów się wycofa, na przykład po dwóch konkursach. W kontekście mistrzostw świata to może być psychologiczny problem – nie ukrywa pierwszy trener Małysza i jego wujek, Jan Szurc.
Rafał Musioł
Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2008/12/23

