Małysz w Oberstdorfie: Moje skoki to załamka
30.12.2008
I słusznie. Niestety, doczekaliśmy czasów, gdy nasz mistrz musi drżeć, by w ogóle awansować do drugiej serii, bo musi „załapać się” w piątce zawodników, którzy przegrywają pojedynki, ale nie odpadają z rywalizacji. Małysz i Koudelka skoczyli tyle samo – 124,5 m. Mieli też identyczne noty – 121,6 pkt. Awans wywalczył Czech, bo był wyżej w kwalifikacjach. Adam musiał czekać do końca inauguracyjnej serii. Do ostatniej próby drżał o wynik. Sznur, na którym wisiał jego udział w finale, był coraz cieńszy. Ostatecznie zajął czwarte miejsce wśród szczęśliwych przegranych.
– Nie ma co się czarować. Zawodnika z takim dorobkiem jak ja interesują tylko miejsca w okolicach podium. Taki jest mój cel. Miejsca poza czołową dziesiątką w ogóle mnie nie cieszą – mówił jeszcze w niedzielę nasz zawodnik.
– Załamka, moje skoki to załamka – przyznał bez ogródek już po finałowym skoku w Oberstdorfie. Wylądował ledwie na 118 metrze. Koudelka znów był lepszy (119,5), co oczywiście nie miało teraz znaczenia, ale pokazuje, w jakim miejscu jest nasz reprezentant. Nie trzeba być trenerem, by zauważyć, że Adam wciąż popełnia te same błędy. W pierwszej serii praktycznie przejechał przez próg, trudno było w ogóle dopatrzeć się momentu odbicia. Nawet więc jeśli Adam ma moc, o czym zapewniają trenerzy, a potwierdzają testy, to nie jest w stanie jej wykorzystać. No bo jak to uczynić, skoro Polak „nie kopie” w próg, jak należy. A jeśli już kopie, jak w drugiej serii, to w sposób nerwowy – brak płynności w skokach to taki sam grzech, jak brak odbicia.
– Trudno powiedzieć, co się zemną dzieje. Czasem fajnie mi się skacze, czasem zupełnie do kitu. Może potrzeba więcej spokojnych treningów – stwierdził Adam, co chyba można odczytać jako chęć sięgnięcia po ostatnią deskę ratunku – treningi na małej skoczni z wujkiem Janem Szturcem.
– Jestem rozczarowany, ale nie powiem złego słowa na Łukasza Kruczka – kontynuował Małysz. – Wiem, że konsultuje się z Jankiem Szturcem, Hannu Lepistoe i prof. Jerzym Żołądziem. Wszyscy pracują nad tym, bym wrócił do formy. Jednak nie ma co się oszukiwać, coś się u nas popsuło z techniką. Nie tylko u mnie, u wszystkich chłopaków – komentował na gorąco nasz mistrz, uciekając jednak od odpowiedzi, czy już rozważa wycofanie się z TCS.
– Jest słabo. Adam wciąż za bardzo rzuca się do przodu na belce – dodaje wyraźnie załamany i na dodatek chory trener Kruczek.
Co dalej? Na razie Małysz jeszcze walczy. Dziś ma trenować w Oberstdorfie. W noworocznym konkursie w Ga-Pa na pewno wystąpi. A 57. Turniej? Zapowiada się fascynująco, bo do grona kandydatów do zwycięstwa dołączył wczoraj nieoczekiwanie Rosjanin Dmitrij Wasiljew, który w obu seriach skakał najdalej, a trzeci był tylko dlatego, że dostawał gorsze noty od zwycięzcy Simona Ammanna i drugiego Wolfganga Loitzla.
Robert Małolepszy
Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2008/12/30

