Zakopane — portal z-ne.pl

Jak trwoga, to do Boga: Adam poleciał do Lepistö

07.01.2009

Jak trwoga, to do Boga: Adam poleciał do Lepistö

Wśród kibiców łatwo było też dostrzec Polaków – w przeciwieństwie do zawodników ich fani wciąż należą do czołówki. Start w Bischofshofen stanowił znakomite podsumowanie biało-czerwonego skakania demonstrowanego w tym sezonie: Łukasz Rutkowski spadł z progu już w kwalifikacjach, Piotr Żyła i Rafał Kot polegli w pierwszej serii, czyli w starciach KO, natomiast Kamil Stoch, który tradycyjnie dobrze skacze tylko wtedy, gdy nie ma w pobliżu Adama Małysza, przedarł się do czołowej trzydziestki jako jeden z piątki „szczęśliwych przegranych”. A sam Małysz? Po zaskakującym wycofaniu z zawodów, wybrał się – via Wisła – do Lahti na konsultacje z byłym selekcjonerem Hannu Lepistoe.

– To posunięcie nie oznacza żadnego wotum nieufności dla Łukasza Kruczka. Zresztą opiekun kadry także poleci do Finlandii dziś lub jutro – zaznacza sekretarz generalny Polskiego Związku Narciarskiego, Grzegorz Mikuła.

Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że Kruczek i jego współpracownicy miotają się od ściany do ściany. Po pierwszych zawodach w Oberstdorfie wycofano Łukasza Rutkowskiego, a jego miejsce zajął Kamil Stoch. Przed Bischofshofen Rutkowski wrócił do składu, znów z fatalnym skutkiem. Z kolei decyzja o wycofaniu Małysza pojawiała się i znikała, w końcu skoczka z Wisły wysłano do Lahti...

– Sztab szkoleniowy nie ustaje w poszukiwaniu rozwiązań, które mogą przynieść oczekiwany skutek, czyli lepsze występy naszych zawodników. Na pewno pasywna postawa byłaby znacznie gorsza – tłumaczy Grzegorz Mikuła. – Celem numer 1 pozostają mistrzostwa świata, a do nich mamy jeszcze trochę czasu. Może Małyszowi pomoże też magia Wielkiej Krokwi, a przecież już 15, 16 i 17 stycznia karawana Pucharu Świata pojawi się właśnie pod Giewontem. Tam Adamowi zawsze skakało się świetnie – dodaje Mikuła.

Nie jest jasne, czy za konsultacje z Lepistoe trzeba będzie zapłacić: sam szkoleniowiec wielokrotnie podkreślał, że jest gotowy, by pomóc byłemu podopiecznemu w trudnych chwilach. Sprawa zostanie pewnie rozstrzygnięta dopiero po powrocie z azjatyckich urlopowych wojaży prezesa PZN, Apoloniusza Tajnera.

Polskie problemy nie zajmują już jednak obecnych faworytów. Wczoraj dla świata skoków najważniejsza była walka, która toczyła się pomiędzy Loitzlem, a próbującymi go atakować Szwajcarem Simonem Ammannem i Austriakiem Gregorem Schlierenzauerem. Obaj zastosowali pokerową zagrywkę – zrezygnowali ze startu w kwalifikacjach. Loitzl załatwił jednak sprawę już przy pierwszym podejściu – poleciał 142,5 metra, uzyskując w dodatku od arbitrów komplet not marzeń – wszyscy przyznali mu po 20 punktów. Drugiego po pierwszej serii Schlierenzauera (138,5 m) wyprzedzał o 9,5 pkt, a trzeciego Martina Schmitta (138,5 m) o 10,2. Stoch (126,5 m) zajmował 26. miejsce. W finałowej serii Loitzl znów był najlepszy – 141,5 metra. Na podium zawodów towarzyszyli mu Ammann (140,5 m w drugim skoku) i Rosjanin Dmitrij Wasiljew, a Schlierenzauer (136) był czwarty. Stoch zajął 28. lokatę.

W klasyfikacji TCS Austriak wyprzedził Ammanna oraz Schlierenzauera. Triumfator może teraz spokojnie pokwitować odbiór 105 000 franków szwajcarskich (1 frank to około 2,7 zł), bo tyle zarobił w czterech konkursach. Dostanie też główną nagrodą Turnieju – terenowe Subaru warte 29900 euro.

Rafał Musioł

Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2009/01/07