Nadchodzi tydzień, który może wstrząsnąć skokami
10.01.2009
Na pewno będzie to koniec, a przynajmniej zamrożenie na lata, kariery trenera Łukasza Kruczka i początek końca rządów Apoloniusza Tajnera w Polskim Związku Narciarskim. A wszystko zależy od faktu, czy Fin Hannu Lepistoe zdoła dostrzec błędy, które popełnia Adam i doprowadzić do tego, by Polak już ich nie popełniał.
– Gwarancji żadnej nie dam – mówi Lepistoe.
63-letni Lepistoe pracował z największymi – Nykaenenem, Ahonenem czy Morgensternem. O czwartym Pucharze Świata Małysza nie wspominając. Dlatego kiedy Hannu mówi, jak zresztą wszyscy inni fachowcy, że skoki są nieprzewidywalne, to nie jest banał. O powodzeniu lub nie decyduje często drobiazg. Według Lepistoe w poprzednim sezonie były to w przypadku Adama i kadry ledwie dwa, trzy treningi przeprowadzone w złych warunkach tuż przed zawodami w Kuusamo. Mozolne podchodzenie pod wyciąg śliskimi ścieżkami na Wielkiej Krokwi i własnoręczne odśnieżanie skoczni w Szczyrbskim Plesie miało doprowadzić do tego, że ich mięśnie zostały nadmiernie zakwaszone, mechanizm skokowy rozregulowany. Chwilę później był już katastrofalny występ w Kuusamo i zaczęła się huśtawka. Nastrojów, formy, prób powrotu do gry. Ostatecznie nieudanych, choć dziś Adam pewnie dałby wiele, by skakać tak jak wtedy.
Czy można więc mieć pretensje do Łukasza Kruczka, że jemu się nie udaje, choć przecież latem, gdy Małysz odpoczywał, reszta kadry skakała naprawdę całkiem nieźle? Kruczek pracował przez cztery lata u boku najpierw Kuttina, później Lepistoe, czyli przedstawicieli dwóch nacji, które w trenerskim świecie stanowią elitę. Zna dwa języki, sam był skoczkiem, fakt słabym, ale Kojonkoski też wielkim mistrzem nie był. Zresztą nie od dziś wiadomo, że niespełnieni zawodnicy są później świetnymi trenerami.
Jeśli w Zakopanem Adam „nie zaskoczy”, to presja stanie się nie do zniesienia. Kruczkowi i Tajnerowi, który zapowiedział, że bierze odpowiedzialność za wynik, zostaną już tylko lutowe mistrzostwa świata w Libercu. Jeśli tam się nie uda, to Łukasz będzie musiał odejść, no bo kto zaryzykuje oddanie mu kadry na olimpijski sezon.
Już dziś działacze z Zakopanego, po raz pierwszy od lat, otwarcie krytykują Tajnera. Na razie związek nie ma kłopotów ze znajdowaniem firm, które chcą wspierać kadrę. Ale nie łudźmy się – dzieje się tak tylko dlatego, że Adam wciąż skacze, a prezes jest jego byłym trenerem. Ponieważ zaś następców dramatycznie brak, to na Adamie wisi całe polskie narciarstwo. Jednak teraz już nie jest to gruby sznur, ale jedynie cieniutki włosek.
Robert Małolepszy
Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2009/01/10

