Spełniony sen Sikory
12.01.2009
– Mój cel w tym sezonie jest jasny: chcę być chociaż przez chwilę liderem Pucharu Świata – mówił nam kilka tygodni temu Tomasz Sikora. W sobotę biatlonista Dynamitu Chorzów spełnił swoje marzenie. W biegu sprinterskim na 10 kilometrów Polak zajął trzecie miejsce, co wystarczyło do wyprzedzenia w klasyfikacji generalnej Norwega Emila Hegle Svendsena, który był dopiero 25.
– Tomek na bieżąco był informowany o sytuacji. Wiedział, że biegnie po koszulkę lidera – powiedział trener Sikory Roman Bondaruk.
Sukces Polaka był tym cenniejszy, że został odniesiony w bezpośredniej walce z poprzednim liderem, a nie podczas jego nieobecności. W niedzielę Norweg miał szansę odebrać Sikorze koszulkę podczas biegu ze startu wspólnego. Dramatu polskiego biatlonisty nie zapowiadało pierwsze strzelanie. Występujący w żółtej wymarzonej koszulce Sikora oddał pięć celnych strzałów i mocno usadowił się w czołówce. Przy kolejnym podejściu na strzelnicę sprawy zaczęły się komplikować – dwa ostatnie pociski Sikory nie trafiły w cel, podczas gdy Svendsen trafiał bezbłędnie. Co gorsza: trzecie strzelanie przyniosło dwa kolejne pudła lidera PŚ, natomiast Norweg pomylił się tylko raz.
Rozpoczęło się gorączkowe liczenie punktów. Było wiadomo, że z planu minimum, a więc zajęcia przez Sikorę piątego miejsca, gwarantującego utrzymanie prowadzenia w klasyfikacji, nie został już nawet cień, więc jedyną nadzieją były drżące ręce jego konkurenta. I to ostatnie koło ratunkowe zostało przez Svendsena – mimo woli, rzecz jasna – rzucone! Podczas pożegnalnej wizyty na strzelnicy Norweg pojawił się w prowadzącej wyścig czwórce, podczas gdy Polak biegł samotnie ponad czterdzieści sekund za czołówką. I okazało się, że perspektywa odzyskania pozycji lidera też może być sporym obciążeniem. Svendsen trafił tylko trzykrotnie, co zdążył zauważyć ściągający karabin z pleców Sikora. Biatlonista rodem z Radlina postanowił więc zaryzykować, ale czwarte naciśnięcie spustu było znowu pechowe... Dla Sikory znaczenie miała już każda kolejna pozycja, o jaką mógł się jeszcze poprawić, i nadzieja, że Svendsen nie stanie jednak na podium. Ostatecznie poprzedni lider PŚ był czwarty – wygrał Austriak Christoph Sumann, przed Szwedem Carlem Johanem Bergmanem i Norwegiem Ole Einarem Björndalenem. Polak uplasował się dziesięć miejsc za nim. Taka kolejność oznaczała, że na szczycie walki o Puchar Świata nic się jednak nie zmieni!
– Odparłem pierwszy atak, ale myślę, że trudno będzie utrzymać pozycję lidera do końca sezonu. Norwegowie i Rosjanie na pewno będą robić wszystko, żeby mi ją odebrać – nie ukrywał Sikora, który ocalił sześć punktów z przewagi nad Svendsenem.
Rafał Musioł
Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2009/01/12

