Adamie Małyszu! Nie krocz tą drogą
14.01.2009
Pierwszy dominował na światowych skoczniach na przełomie wieków. Później przez siedem lat przeżywał kryzys formy. Po latach upokorzeń w tym sezonie wrócił do wysokiej dyspozycji. Hannawald także był kiedyś mistrzem. On jednak po kryzysie się nie podniósł i zakończył karierę.
– Podziwiam Martina za wytrwałość i konsekwencję – pochwalił niedawno byłego kolegę z reprezentacji.
Hannawalda pamiętamy jako skoczka, który pierwszy przełamał dominację Małysza. Jest też jedynym zawodnikiem, który triumfował we wszystkich konkursach Turnieju Czterech Skoczni. Ostatnie zawody wygrał w 2003 r., po czym zaczęły się jego kłopoty. Niemiec przestał skakać daleko. Załamany rozważał wycofanie się z reprezentacji. Namawiany do startów przez trenera Wolfganga Steierta męczył się jednak niemal do końca sezonu. – To była udręka – wspomina. W lutym 2004 r. w Salt Lake City Hannawald zajął 47. miejsce. Jak się później okazało, był to jego ostatni występ w karierze. Sztab szkoleniowy starał się jeszcze ratować sytuację, wysyłając skoczka na urlop.
– Byłem załamany. Siedziałem na plaży i płakałem – powiedział w jednym z wywiadów. Wtedy stało się jasne, że skoczek potrzebuje pomocy lekarzy. Wylądował w klinice psychiatrycznej w Bad Grönenbach. Diagnoza – syndrom wypalenia. Po sześciu miesiącach spędzonych w szpitalu stan zdrowia Hannawalda poprawił się na tyle, że mógł wrócić do domu. W tym najgorszym czasie rzuciła go dziewczyna, która nie mogła znieść jego choroby. Oprócz depresji Sven borykał się także z anoreksją, o którą podejrzewano go w czasie kariery. Oparcie znalazł w rodzicach i... psie.
– Spacerowałem z nim całymi godzinami. To przynosiło mi spokój – opowiada były drużynowy mistrz świata.
Dziś Hannawald już doszedł do siebie. Ma żonę, z którą doczekał się syna. Gra w amatorskiej drużynie piłki nożnej, próbował sił w rajdach samochodowych. Powrotu na skocznie nie planuje, choć nie zerwał kontaktu ze swoją dyscypliną. Od dwóch lat komentuje konkursy w niemieckiej telewizji ARD.
– Czy żałuję, że skończyłem karierę? Już nie. Cieszę się swoim obecnym życiem – kończy.
Maciej Stolarczyk
Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2009/01/14

