Zakopane — portal z-ne.pl

Nadarkiewicz: Będzie wspaniale, bo wyczerpaliśmy już limit pecha

14.01.2009

Nadarkiewicz: Będzie wspaniale, bo wyczerpaliśmy już limit pecha

Zawody na Wielkiej Krokwi zbliżają się, można powiedzieć, wielkimi skokami. Bardzo Pan zajęty?

W zasadzie non stop. Ciągle trzeba podejmować jakieś decyzje organizacyjne. Ale pogadać możemy. Byle szybko, bo czas to pieniądz.

Gdzie Pan tak się spieszy? Przecież skocznia chyba jest już wyszykowana na wysoki połysk?

Jasne, została tylko kosmetyka. Dziś obejrzą ją delegaci techniczni z FIS, na ich wniosek zostaną zrobione ewentualne poprawki i czwartkowymi kwalifikacjami możemy zaczynać całą zabawę.

No to teraz macie już z górki.

Niby tak, ale konkursy Pucharu Świata to nie tylko bardzo dobrze przygotowana skocznia, ale przede wszystkim ogromne przedsięwzięcie logistyczne. A ja zamiast skupić się na pracy, cały czas muszę odbierać telefony. Śmieję się, że nie muszę sprawdzać w kalendarzu, kiedy jest Puchar Świata, bo tylu znajomych do mnie teraz dzwoni, że głowa boli. Aż się dziwię, że tylu mam przyjaciół.

Po co dzwonią?

Jak to po co? Po bilety.

Darmowe? Bo jak chcą zapłacić, to problemu chyba nie ma. Wejściówki podobno słabo idą.

Ci, którzy tak mówią, to nie wiedzą, o czym gadają. Właśnie to sprawdziłem: poszło już dziewięćdziesiąt procent biletów. O frekwencję nikt z nas się nie martwi. Kibice, którzy jeszcze nie mają biletów, na pewno nie powinni nastawiać się, że kupią je przed pierwszym konkursem w piątek. Wtedy wejściówek już może nie być. Radziłbym więc je wcześniej telefonicznie, faksem lub drogą elektroniczną zarezerwować.

Co dostaną w zamian? Jakie nowości i atrakcje będą czekać tym razem w Zakopanem na fanów skoków narciarskich ?

Najważniejszą nowością będzie telewizja wewnętrzna. Chcieliśmy ją uruchomić już rok temu, ale ze względu na żałobę narodową zrezygnowaliśmy. Do dyspozycji mamy cztery kamery. Dwie stacjonarne, jedną na żurawiu, która będzie pokazywać reakcje publiczności oraz jedną ruchomą do wywiadów z zaproszonymi gośćmi. Program będzie pokazywany na dwóch 35-metrowych telebimach przed zawodami i w przerwach między seriami. A co poza tym? Sporo występów artystycznych i uroczyste otwarcie z pokazem ogni sztucznych. Nikt nie powinien być rozczarowany. Nasze zawody mają już swoją markę.

Tyle tylko, że ze startu w Zakopanem zrezygnowali Anders Jacobsen i Harri Olli oraz inni czołowi zawodnicy z reprezentacji Norwegii i Finlandii. Czy to przez przypadek nie oznacza, że spada prestiż zawodów Pucharu Świata na Wielkiej Krokwi?

W żadnym wypadku. To jest specyficzny sezon, bo wkrótce są mistrzostwa świata w Libercu i trenerzy chcą jak najlepiej przygotować zawodników do tej imprezy. Nie ma nic dziwnego w tym, że wycofują podopiecznych z niektórych zawodów. Adam Małysz też nie jeździł na wszystkie konkursy. Grunt, że do Zakopanego przyjadą najważniejsi aktorzy trwającego sezonu: Szwajcar Simon Ammann i Austriak Gregor Schlierenzauer. Dziś to są przecież najgorętsze nazwiska.

W poprzednich latach nie mieliście szczęścia. Konkursy dwukrotnie zbiegły się z ogłoszeniem żałoby narodowej, raz atmosfera zupełnie siadła po strasznie wyglądającym wypadku Czecha Jana Mazocha, niemal zawsze skoczkom przeszkadzał silny wiatr. Z niepokojem ogląda Pan teraz serwisy informacyjne i prognozy pogody?

Nawet nie. Jestem pewien, że wyczerpaliśmy już limit nieszczęść i teraz nie będzie tragedii narodowych, załamań pogody i tym podobnych. Rok temu organizowaliśmy Puchar Świata po raz trzynasty i to wiele tłumaczy (śmiech). Tym razem wszystko będzie super. Na bank. Prognozy są bardzo dobre, a my wszystko mamy już zapięte na ostatni guzik.

Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2009/01/14