Zakopane — portal z-ne.pl

Talent wyfrunął na manowce

17.01.2009

Talent wyfrunął na manowce

– W 2004 roku wygrałem z nim przecież na mistrzostwach świata juniorów... – wspomina zakopiańczyk. – Jednak nic straconego, bo wracam do skakania. Jeszcze się Polacy zdziwią. Mam nadzieje, że już w tym sezonie – dodaje energicznie, z mocnym góralskim akcentem.

Powrót 23-letniego dziś zawodnika do wielkiego skakania rzeczywiście byłby zadziwiający. Od czasu, gdy pofrunął po tytuł mistrza świata juniorów, Rutkowski lądował raczej na buli niż za punktem konstrukcyjnym, szczególnie w sferze prywatnej.

– Tak się potoczyło – niechętnie opowiada zawodnik. – Ludzie lubią mówić, że w głowie mi zaszumiało. A od czego miało zaszumieć? Od pieniędzy? To żadna kasa była. Polski Związek Narciarski dopiero teraz, po czterech latach, wypłacił mi pięć tysięcy złotych premii za tamten złoty medal!

Żal do związku napędza jego wypowiedzi.

– Pod górkę mi robili i robią. Najgorzej było wtedy, gdy straciłem prawo jazdy za kierowanie po pijaku. Aferę zrobili, chociaż nie byłem wtedy na zgrupowaniu kadry, tylko prywatnie. No i nie traktują ludzi równo. To samo spotkało Tomisława Tajnera, ale on nie wyleciał z reprezentacji. Bo jest synem prezesa, a ja nie – irytuje się były mistrz świata.

Rutkowski uważa, że to przez PZN znalazł się na zakręcie.

– Był taki konkurs w ubiegłym roku, po którym czterech miało jechać na Puchar Świata, a następnych czterech na kontynentalny. Byłem czwarty, lecz nigdzie nie pojechałem, bo chcieli, żebym sam za siebie zapłacił. Może im się wydawało, że mam tyle kasy – twierdzi Rutkowski. – Ja się jednak nimi nie przejmuję. Jakbym się przejmował, to dałbym se spokój ze skokami i poszedł do pracy. A jak będę dobry, to mnie sami wezmą.

Spory udział w upadku skoczka ma menedżer Adama Małysza, Edi Federer. Austriak, obserwując rozwój talentu Rutkowskiego, doszedł do wniosku, że pojawiła się niepowtarzalna okazja na dokonanie inwestycji, z której będzie mógł czerpać zyski przez wiele lat. Zjawił się więc u zakopiańczyka i zaproponował kontrakt, na poczet którego wręczył mu kopertę wypełnioną banknotami euro.

– Obiecywał złote góry, a nic się nie działo. To tak, jakby człowiek pracował, wypłaty zaś nie było widać. Zniechęciłem się i odechciało mi się trenować – opowiada Rutkowski.

Z miesiąca na miesiąc było gorzej. Alkohol i imprezy stały się rutyną. Nastąpił efekt Wojciecha Fortuny – popularność i talent rozmieniły się w knajpianym towarzystwie.

– Powiem tak: kozdy był młody, kozdy swoje robił. Małysz jak był młody też imprezował. Dopiero jak miał 23 la ta zaczął skakać na poziomie. A ja teraz tyle mam. Zobaczycie, że wrócę do skakania, tylko muszę jeszcze zgubić dziesięć kilogramów. To dużo? Już dziesięć zrzuciłem w ostatnich kilku miesiącach od czasu powrotu do treningów. Jednak jak zrzucam wagę, to tracę moc. Nie wiem, czy chudy będę skakał lepiej niż teraz – zastanawia się Rutkowski.

A jak teraz skacze były juniorski mistrz świata? Nie wiadomo.

– Miałem wczoraj skoczyć jako przedskoczek, ale nie zdążyłem. Dopiero przed 14 byłem w domu, a o 14.30 zaczynali skakać – z rozbrajającą szczerością opowiada zakopiańczyk.

– Chcę startować w konkursach Pucharu Kontynentalnego, które będą w Polsce. Muszą mnie jednak do nich dopuścić i o to właśnie chodzi, żeby tak było. Do sobotniego konkursu weszło dziesięciu Polaków, na pewno byłbym wśród nich, nie jestem słabszy, tylko nie mam gdzie tego pokazać – mówi Rutkowski.

We wspomnianej dziesiątce był brat Mateusza Łukasz.

– Tak, gadam mu: ucz się na moich błędach, nie własnych – ironizuje. – Kozdy jest inny. Może mój brat się inaczej prowadzi. Jednak ja się zmieniłem, teraz jest we mnie już tak pół na pół tego Mateusza, który był mistrzem świata i tego, który imprezował – kończy skoczek z wyraźną nutą żalu za tym, co było, który niespełna pięć lat temu pokonał Morgensterna.

Przemysław Franczak, Rafał Musioł

Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2009/01/17