Zakopane — portal z-ne.pl

Chory Adam skakał słabo

19.01.2009

Chory Adam skakał słabo

Oba konkursy obejrzał komplet widzów, czyli ponad 50 tys., co uratowało zapewne organizatorów przed poważnymi finansowymi tarapatami (czytaj wielosettysięcznymi długami), bo po raz pierwszy od lat konkursy Pucharu Świata na Wielkiej Krokwi miały tylko jednego poważnego sponsora – producenta piwa.

Zapewne też wyniki Kamila Stocha, Łukasza Rutkowskiego czy Piotra Żyły dadzą trochę spokoju trenerowi kadry Łukaszowi Kruczkowi. Zwłaszcza dyspozycja Kamila Stocha może budzić nadzieję. Jedenasta lokata w piątek i czternasta w sobotę to jego najlepszy wynik w tym sezonie. Profesor Jerzy Żołądź, fizjolog kadry, uważa, że Kamil ma moc tylko troszkę słabszą od Adama i jeśli ustabilizuje technikę, to zacznie regularnie zajmować miejsca w czołowej dziesiątce PŚ. Jednak polskie skoki to oczywiście wciąż głównie Adam. To dla niego do Zakopanego przyjechało te kilkadziesiąt tysięcy widzów.

W sobotę w stolicy Tatr było już jak zwykle podczas konkursów Pucharu Świata. Tłumy od rana na Krupówkach, przeraźliwe trąby, magiczna atmosfera od pierwszego do ostatniego skoku, VIP-y na trybunach, choć jednak w znacznie mniejszej liczbie niż bywało to „drzewniej”.

– Postęp jest, czuję to – mówi o formie sam Adam, który do obu konkursów przystąpił z zapaleniem zatok. W piątek rano musiał nawet przyjąć antybiotyk. – Prawie nie żyję. Ból jest straszny. Mam zatkany nos. Boli mnie głowa, ledwo przeżyłem te dwa konkursy – mówił w sobotę wieczorem. Jak sam stwierdził, to choroba mogła być jedną z przyczyn tego, że po czwartkowych kwalifikacjach, a przede wszystkim treningowym skoku na 136 m, w piątek i sobotę już tak dobry nie był. W obu konkursach udało mu się oddać po jednej dobrej próbie. W piątek w pierwszej serii, w sobotę – w drugiej. Mistrz przyznał też, że problem leżał w jego głowie. Za bardzo chciał się odrodzić. Czwartkowy lot na 136 m spowodował, że Orzeł z Wisły uwierzył, że już teraz w Zakopanem dogoni czołówkę.

– Pomyślałem sobie, że może znów zadziała magia Krokwi – przyznał podczas konferencji prasowej.

Nie odrodził się, lecz kogo by wśród zagranicznych skoczków nie zapytać, wszyscy są zgodni: – Małysz wróci.

W sobotę Wolfgang Loitzl znów był na podium. Tym razem przegrał ze swym młodszym kolegą Gregorem Schlierenzauerem, lecz nadal pamięta, jak pięć lat temu szorował w Zakopanem pupą po zeskoku, budząc najpierw grozę, a później gigantyczny śmiech na trybunach. Dziś jest trzeci w klasyfikacji generalnej PŚ. Między nim, Schlierenzauerem i Simonem Ammannem rozegra się walka o Kryształową Kulę. Szwajcar, który w sobotę był trzeci, ma już tylko dwa punkty przewagi na „Schlierim” w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata.

Nam pozostaje wierzyć, że plan naprawczy, który opracował dla Adama Małysza Fin Hannu Lepistoe, zadziała i polski mistrz za miesiąc w Libercu, podczas mistrzostw świata, odda już nie jeden świetny skok, ale całą serię, w tym dwa, a raczej cztery w najważniejszych momentach, czyli podczas konkursów na dużej i średniej skoczni.

Lepistoe nie było w Zakopanem, ale był na nasłuchu. W sensie dosłownym i w przenośni. Oglądał i komentował zawody dla fińskiego Eurosportu, z którym ma kontrakt do końca stycznia i dlatego nie mógł pojawić się pod Wielką Krokwią. Adam po obu konkursach dzwonił też do swojego trenera, bo to Lepistoe, choć nieoficjalnie, już nim jest.

Najbliższe dwa dni Małysz spędzi w domu w Wiśle. Będzie się kurował. W czwartek poleci z kadrą do Vancouver, gdzie w najbliższy weekend odbędą się dwa konkursy na skoczniach, na których za rok rozegra się walka o olimpijskie medale.

– No chyba, że Adam całkiem się rozchoruje. Wtedy będziemy się zastanawiać, co robić, ale na razie nikt z nas nie bierze pod uwagę takiego scenariusza. Nie muszę chyba tłumaczyć, że zapoznanie się ze skoczniami w Vancouver jest bardzo ważne – powiedział nam Łukasz Kruczek, który do momentu powstania „teamu Małysz” wciąż będzie nominalnie trenerem Adama.

Kiedy team powstanie? Tak naprawdę być może dopiero od przyszłego sezonu. Lepistoe i Małysz są już dogadani. Jak pisaliśmy, obaj chcą pracować ze sobą aż do igrzysk olimpijskich. Prezes związku Apoloniusz Tajner rozmawiał już z Lepistoe. To po tej konwersacji Fin po raz pierwszy powiedział oficjalnie, że będzie trenował Adama. Zresztą najpierw zrobił to na naszych łamach. Ostateczne ustalenia mają zapaść po powrocie Adama z Vancouver. Wówczas do Wisły przyjedzie Lepistoe i spotka się tam z Tajnerem. Prezes twierdzi, że zrobi wszystko, czego będzie chciał Adam, który nie pozostawia wielkiego wyboru.

– Ustaliliśmy z moim menedżerem, że w razie czego sami to wszystko pociągniemy – stwierdził Adam, ale nie była to groźba tylko wyraz determinacji. Nie będzie chyba jednak takiej potrzeby. Małysz musi dostać to, czego chce. Zasłużył. Na wszystko!

Przemysław Franczak, Bartosz Karcz, Robert Małolepszy

Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2009/01/19