Ammann: Czasem muszę dać sobie solidnego kopa
20.01.2009
Podczas konkursów w Zakopanem obronił Pan swoją pozycję, ale na szczycie zaczyna robić się tłok. Nad Gregorem Schlierenzauerem ma Pan zaledwie dwa punkty przewagi, a z walki o Kryształową Kulę nie rezygnuje też Wolfgang Loitzl. Będzie Pan w stanie odeprzeć atak Austriaków?
Jak najbardziej, choć uda się to jedynie wtedy, gdy nie będę myślał o tym, że ktoś czai się tuż za moimi plecami. Muszę się od tego odciąć, złapać mentalny dystans. Każdy zawodnik ma wahania formy. Raz jesteś na fali, innym razem nie. Jeśli jednak ciężko popracuję i będę cierpliwy, to na skoczni znów będę bardzo mocny.
Sezon nie jest jednak długi. Trzeba się spieszyć.
W Zakopanem zrobiłem pierwszy krok do powrotu do dyspozycji sprzed kilku tygodni. W sobotę byłem trzeci, skakałem bardziej zrelaksowany i nabrałem energii. Jestem na dobrej drodze. Mam fajny plan treningowy na najbliższe dni oraz pewne pomysły, jak odzyskać błysk i skutecznie rywalizować z Austriakami.
Zdradzi Pan, co to za pomysły?
To nie są jakieś sensacyjne sprawy. Nie chodzi o kontakty z szamanem czy buddyjskimi mnichem, tylko o różne zmiany w treningu. Muszę popracować głównie nad poprawą szybkości na progu i pierwszą fazą lotu. W Zakopanem nie byłem z tych rzeczy do końca zadowolony.
Może zdarzyć się tak, że już w ten weekend w Vancouver straci Pan prowadzenie w klasyfikacji generalnej na rzecz Schlierenzauera.
Nie przejmuję się tym. Jeśli Gregor chce koszulkę lidera, to niech ją teraz weźmie. To niema żadnego znaczenia. Ważne jest jedynie, kto ubierze ją po ostatnich zawodach.
Schlierenzauer czy Loitzl – kogo uważa Pan za groźniejszego konkurenta?
Nie myślę o tym. To oczywiste, że nasza trójka ma przewagę nad resztą stawki i między nami rozegra się walka o Kryształową Kulę. Jednak nie mogę odpowiedzieć inaczej niż tak, że muszę koncentrować się wyłącznie na sobie. Nie porównuję formy Gregora i Wolfganga. Muszę za to pracować nad tym, by w kolejnych konkursach skoczyć dalej od nich.
Ich forma, skoki nie robią na Panu wrażenia?
Nie powinny. Jeśli zacząłbym myśleć: „wow, ale z nich niepokonany superduet”, byłoby po mnie. Jasne, że czasem mam małe kryzysy i bardziej się stresuję – tak było na przykład w piątek w Zakopanem. W takich sytuacjach daję sobie jednak solidnego kopa i jest OK. Najważniejsze, że ciągle czuję się mocny. Pokazuje to też trzecie miejsce z Zakopanego. Rok temu także byłem tutaj trzeci, ale to był sezon, w którym w ogóle jedynie dwa razy stanąłem na podium.
Co teraz jest dla Pana ważniejsze: złoty medal mistrzostw świata czy Kryształowa Kula?
Nie jestem w stanie odpowiedzieć, bowiem wszystko jest możliwe. Wiem za to jedno: zawsze najważniejsze są dobre skoki. Bez nich nie będzie żadnych sukcesów.
Spytam inaczej: o którym trofeum marzy albo myśli Pan częściej?
To też bardzo trudno pytanie. Dziś nie potrafię ustalić priorytetów. Poza tym mam wrażenie, że ten sezon już jest dla mnie sukcesem. Wszystko w nim jest przecież nowe, inne. Nigdy wcześniej nie wygrałem tylu konkursów, nigdy dotąd nie byłem liderem Pucharu Świata. To jednak nie znaczy, że już jestem spełniony. Wcale nie. Nadal czuję się mocny, zdrowie dopisuje, dlatego będę walczył do samego końca. I zobaczymy, co się stanie w lutym w Libercu oraz pod koniec marca w Planicy.
W tym sezonie wygrał Pan już aż pięć konkursów. Jaka jest tajemnica Pańskiej niezwykłej dyspozycji?
To miks kilku rzeczy. Latem zmieniłem narty, zmieniłem trenera, nieco inaczej trenowałem. To wszystko bardzo pozytywnie mnie naładowało. Jestem dobrze przygotowany i mocny mentalnie.
Czyli znakomite wyniki nie były dla Pana niespodzianką?
Nie. Przeczuwałem, że to może być dla mnie dobry sezon.
Polscy kibice liczyli, że będzie udany również dla Adama Małysza. Tak – przynajmniej na razie – nie jest. Myśli Pan, że podczas mistrzostw świata w czeskim Libercu Polak włączy się do walki o medale?
Wszystko jest możliwe. W Zakopanem zauważyłem, że ma więcej energii, ale nadal jego skokom brakuje spokoju. W powietrzu spina się, nie jest zrelaksowany. Jednak na takich imprezach jak mistrzostwa świata niespodzianki są na porządku dziennym. Dlatego bym go nie skreślał. Adam to wielki mistrz i jest w takiej sytuacji, że może przygotowywać się teraz wyłącznie zmyślą o starcie w Libercu. My, czyli zawodnicy z czołówki klasyfikacji generalnej, mamy na głowie cały sezon.
Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2009/01/20

