Zakopane — portal z-ne.pl

Narciarze nie lubią ścigać się w... sądach

21.01.2009

Narciarze nie lubią ścigać się w... sądach

– W ciągu ostatnich dwóch lat rozpatrywaliśmy tylko kilka takich spraw. Zważywszy na tłumy, jakie przewijają się przez nasze stoki, to niewiele – zaznacza Zbigniew Lis, prokurator rejonowy w Zakopanem.

Coraz większy tłok na stokach, niczym nieskrępowana brawura niektórych narciarzy, brak umiejętności i... narty carvingi przyczyniają się do coraz większej liczby wypadków narciarskich. Już w ubiegłym roku lekarze z zakopiańskiego szpitala przyjęli rekordową liczbę połamańców na stokach.

W tym roku prawdopodobnie ubiegłoroczny rekord zostanie pobity. W wyniku zderzeń narciarzy często dochodzi do bardzo poważnych wypadków, nierzadko wymagających długotrwałego, kosztownego leczenia i rehabilitacji. Ale poszkodowani nie kwapią się z dochodzeniem swych roszczeń na drodze sądowej.

Powód? Jak tłumaczy prokurator Lis, takie sprawy są bardzo trudne do prowadzenia. I, niestety, rzadko kończą się wskazaniem winnego, co może być podstawą do wystąpienia o odszkodowania na drodze cywilnej.

– Przez ostatnie dwa lata naliczyliśmy takich spraw zaledwie pięć – zaznacza Zbigniew Lis.

– Wszystkie zakończyły się umorzeniem, głównie z powodu trudności ze wskazaniem winnego wypadku. Czasem nawet powołanie biegłego nic tu nie pomaga.

Tylko jedna taka sprawa zakończyła się orzeczeniem winy. Sprawca wypadku przyznał się do jego spowodowania, ale z uwagi na to, że obrażenia u poszkodowanego narciarza nie były poważne, sąd warunkowo umorzył postępowanie. W innej sprawie z kolei, choć winny wypadku był także znany, to jednak postępowanie również umorzono, bo sprawcą był Rosjanin. Sprawę przekazano do Rosji, ale tam nie ma odpowiedniego przepisu.

– Te sprawy są trudne dlatego, że niełatwo jest ustalić sprawcę i znaleźć świadków. Nikt nie zwraca uwagi, gdy ktoś na stoku się przewraca. Każdy spodziewa się, że sam wstanie, więc jedzie dalej – tłumaczy Lis. – A nierzadko zdarza się, i taką sprawę też ostatnio mieliśmy, że poszkodowana osoba doznała tak ciężkich obrażeń ciała – zaraz po wypadku straciła przytomność, że nie była w stanie podać sprawcy. Postępowanie musieliśmy umorzyć.

Halina Kraczyńska

Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2009/01/21