Kowalczyk zdeklasowała rywalki w Pucharze Świata
26.01.2009
Wczoraj, w sprincie, była siódma, wygrywając finał pocieszenia. W klasyfikacji generalnej Pucharu Świata nadal zajmuje czwarte miejsce, ale różnice w czołówce są niewielkie. Zawodniczka AZS AWF Katowice w sobotę triumfowała w wielkim stylu. Tylko na pierwszym punkcie pomiaru czasu, po pokonaniu 900 metrów, na pierwszym miejscu znajdowała się Virpi Kuitunen.
– Finka ostro zaczęła, ale nie miałem wielkich obaw. Decydujący miał być podbieg. Nasza taktyka zakładała, że Justysia pokona go równym tempem, aż do samej góry. Spodziewałem się, że rywalki nie dadzą rady utrzymać takiego tempa – opowiada trener Aleksander Wierietielny. Przewidywania szkoleniowca sprawdziły się w stu procentach. Na kolejnych punktach pomiaru czasu przewaga Polki nad rywalkami rosła w oczach.
– Już po dwóch kilometrach można było przypuszczać, że nie odda tego prowadzenia – nie ukrywał Wierietielny. Kowalczyk walczyła więc głównie sama ze sobą, podczas gdy Finki z niedowierzaniem spoglądały na tablicę wyników.
– Dla nich to była bolesna porażka, poniesiona w bezpośredniej walce. A ja przecież mówiłem, że w tym stylu Justyna, będąc w formie, nie ma sobie równych na świecie – przypomniał jej trener. Wspomnienia miały zresztą także dodatkową moc: motywowały jego podopieczną.
– Byliśmy na tej trasie latem i Justysia wyraźnie pokonała Finki w wyścigu na rolkach. Po tamtych zawodach Skandynawki mówiły mniej więcej coś takiego, że forma latem nie ma większego przełożenia na zimę i że gdy spotkają się już na nartach, to na pewno się zrewanżują. To dość mocno zdenerwowało Justynę, więc teraz miała okazję im pokazać, że wtedy nie było mowy o przypadku – opowiada trener Polki.
Drugie z rzędu zwycięstwo Kowalczyk miało też dodatkowy smaczek – poprzedni triumf w Vancouver został odniesiony pod nieobecność wielu czołowych zawodniczek, które odpoczywały wówczas, by odbudować formę właśnie przed zawodami w Estonii. Po podsumowaniu wyników okazało się, że Polka awansowała w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata na trzecie miejsce, spychając z tej lokaty Petrę Majdić.
– Idealnie trafiliśmy ze smarowaniem. Narty Justyny świetnie szły po płaskim i trzymały na podbiegach. W niedzielę czeka nas sprint, może być trudniej z dobraniem smarów, bo prognozy pogody są niepokojące. Ma być dodatnia temperatura, więc śnieg będzie zamieniał się w wodę – martwił się w sobotę wieczorem trener Wieriertielny. – Z drugiej jednak strony forma jest bardzo dobra, więc mamy prawo oczekiwać miejsca w czołówce – dodał na koniec rozmowy.
W kwalifikacjach do sprintu Kowalczyk zajęła 18. miejsce, zdecydowanie najszybsza była Kuitunen.
Wynik naszej reprezentantki był także odzwierciedleniem tego, ile sił kosztowało ją sobotnie zwycięstwo. Ćwierćfinał pokonała jeszcze spokojnie, zajmując w nim drugie miejsce za Szwedką Linną Andersson, jednak porównanie jej rezultatu do najlepszych było już sygnałem alarmowym. Znana z twardego charakteru Kowalczyk nie zamierzała jednak kapitulować i w rywalizacji o awans do finału stoczyła morderczy bój – zajęła piąte miejsce, lecz do szczęścia zabrakło jej zaledwie 0,1 sekundy! Za to w finale pocieszenia znów była klasą samą dla siebie. Na podbiegach z łatwością odrywała się od rywalek, a na ostatnich metrach spokojnie odparła atak Norweżki Maiken Falli. Siódma lokata nie wystarczyła jednak, by zachować miejsce w czołowej trójce PŚ.
– Pokazała, że jest mocna, chociaż trochę szkoda tego półfinału – podsumował występ jej szkoleniowiec.
Kolejne zawody Pucharu Świata zaplanowano w Rybinsku. Będzie to ostatni sprawdzian przed mistrzostwami świata w Libercu. Z tego powodu kilkanaście zawodniczek zastanawia się, czy tam wystartować, ale w zespole Kowalczyk takich wątpliwości nie ma.
Rafał Musioł
Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2009/01/26

