Zakopane — portal z-ne.pl

Hannu Lepistoe: Adama nadal stać na sukcesy, ale medali nie obiecuję

29.01.2009

Hannu Lepistoe: Adama nadal stać na sukcesy, ale medali nie obiecuję

Gdyby w marcu ubiegłego roku ktoś powiedział Panu, że za dziesięć miesięcy znowu zostanie Pan zatrudniony przez Polski Związek Narciarski, co by Pan pomyślał?

(śmiech) Vorbei ist vorbei. Co było, minęło. Nie wracajmy do tego.

W ogóle nie chce Pan rozmawiać o przeszłości?

A co tu można jeszcze na ten temat powiedzieć? Wiem, że tamten okres nie był dla mnie jako trenera udany, a w naszym zawodzie trzeba się liczyć, że w takiej sytuacji pracodawca powie ci: Dziękuję. Nie mam o to do nikogo żalu. Najlepszy dowód, że tutaj jestem.

Niemal rok temu bardzo Pan żałował, że musi odejść. Przekonywał Pan, że przygotował dobre plany treningowe i ma pomysły, jak „naprawić” Małysza. Teraz wychodzi na to, że to Pan miał rację, a PZN się mylił.

Nie ustawiajmy dyskusji w ten sposób. Stało się, jak się stało. Dziś jest inny dzień, inny czas i znowu ze sobą współpracujemy. A co do kwestii powrotu Adama do formy: kiedy trener wie, jaki błąd popełnił, to zawsze może go naprawić. Ja miałem świadomość, jakie błędy zrobiłem podczas pracy z Adamem. Otwarcie zresztą o tym mówiłem.

Długo się Pan wahał, czy przyjąć ponowną ofertę z Polski?

Bardzo długo. To nie była łatwa decyzja. Musiałem rozważyć za i przeciw. Trochę to trwało.

Adam musiał Pana namawiać?

Po raz pierwszy zadzwonił do mnie drugiego stycznia i umówiliśmy się wtedy, że przyjedzie do Lahti. Nie ukrywam, że na miejscu długo na temat współpracy rozmawialiśmy. Ostateczną decyzję podjąłem jednak dopiero po kilku spędzonych wspólnie z nim dniach oraz treningach i testach, które tam przeprowadziliśmy.

W jakiej był kondycji, gdy go Pan zobaczył tuż po jego przyjeździe do Lahti?

To nie ma żadnego znaczenia. Wszyscy wiemy, że Adam jest szczególnym talentem, jeśli chodzi o skoki narciarskie. U niego wszystko jest możliwe.

Nawet bardzo szybki powrót do formy?

Nawet. To zadanie ciężkie, ale możliwe.

Na jak długo podpisał Pan umowę?

Jeszcze nie podpisałem. Zrobimy to w najbliższych dniach. Musimy jeszcze uzgodnić pewne szczegóły, lecz to tylko formalność.

Będzie Pan pracował z Adamem do igrzysk olimpijskich w Vancouver?

Rozmawialiśmy o takim wariancie. Jeśli wszystko będzie szło w porządku i obie strony będą zadowolone ze współpracy, to przyszłoroczne igrzyska są chyba taką rozsądną cezurą.

Pan zajmie się Adamem, Łukasz Kruczek resztą kadrowiczów. Nie będziecie sobie wchodzić w drogę?

Na pewno nie. Role zostały podzielone i nie przewiduję tu nieporozumień.

Będzie Pan współpracował z fizjologiem profesorem Jerzym Żołądziem czy też zda się na własne metody?

Rozmawialiśmy już z profesorem, ale nie o szczegółach. Najpierw muszę zobaczyć plany treningowe Adama, a potem będziemy decydować, co dalej.

Wrócą słynne treningi z płotkami lekkoatletycznymi?

Czemu nie? Moim zdaniem skoczek musi dużo skakać.

Prezes Apoloniusz Tajner postawił przed Panem konkretny cel? Na przykład medal mistrzostw świata?

Nie, bo sam był trenerem i dobrze wie, że nie da się czegoś takiego zagwarantować. Mogę jedynie obiecać, że zrobię wszystko, by Adam znów skakał bardzo dobrze i bardzo daleko. Wspólnie będziemy nad tym bardzo ciężko pracować.

To realne, by podczas mistrzostw świata w Libercu pokazał taką formę jak dwa lata temu w Sapporo?

Nie wiem, przekonamy się o tym za trzy tygodnie w Czechach.

Będzie Pan razem z nim jeździł na zawody?

Tak, pojadę również na mistrzostwa do Liberca. Od czwartku zaczynamy trenować na skoczni w Wiśle, a już w następnym tygodniu pojedziemy do Willingen.

Czy podziela Pan pogląd, że podział kadry korzystnie wpłynie na pozostałych skoczków? Niektórzy twierdzą, że młodzi zawodnicy, którzy dotąd myśleli wyłącznie o tym, jak dorównać wielkiemu mistrzowi, będą teraz pod mniejszą presją.

Skoki to jest przecież sport indywidualny, więc nie sądzę, by taki podział miał wielkie znaczenie. Wynik w tej dyscyplinie zależy od zbyt wielu czynników.

Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2009/01/29