Zakopane — portal z-ne.pl

To nie jest takie, jakby ktoś myślał, proste hop-siup

30.01.2009

To nie jest takie, jakby ktoś myślał, proste hop-siup

NW czwartek 15 minut przed dziewiątą pod skocznią w Wiśle-Malince pojawili się Adam Małysz i ten, który ma przywrócić wielką formę naszego orła – Hannu Lepistoe. Fin spojrzał w górę na wyremontowany obiekt, z uznaniem pokiwał głową i powiedział: Good, very good!

Wkrótce Małysz rozpoczął rozgrzewkę, biegał nawet wzdłuż pobocza pobliskiej ruchliwej drogi, a gdy był obok naszego fotoreportera, rzucił: – Dalibyście spokój, chociaż w ten pierwszy dzień.

Wspomniany pierwszy dzień dotyczył zgrupowania, w którym pod okiem Lepistoe bierze udział nasz najlepszy skoczek.

– Trener mieszka w wynajętej willi. Tak się złożyło, że jest tam też grupa... 20 gości z Finlandii, więc z pewnością nie czuje się samotnie – uśmiechał się Andrzej Wąsowicz, prezes Śląsko-Beskidzkiego Związku Narciarskiego.

– Zaprosiłem Adama do wzięcia udziału w niedzielnych zawodach o mój puchar. Hannu Lepistoe na to przystał, bo wtedy na skoczni będą włączone wszystkie urządzenia pomiarowe, na przykład mierzące prędkości na progu.

Zanim rozpoczęło się wczorajsze treningowe skakanie, pojawił się również trener kadry Łukasz Kruczek oraz grupa młodych skoczków mająca możliwość potrenowania u boku mistrza. Kruczek miał za zadanie przeprowadzenie symulacji skoków Małysza, czyli treningu na sucho. – Lepistoe ma już swoje lata, trudno więc, żeby dźwigał Adama. Zrobi to Łukasz – tłumaczył jeden z działaczy.

W tym czasie wieść o treningach Małysza rozniosła się po Wiśle, bo pod skocznią z każdą minutą przybywało fanów skoczka. Bohater dnia wsiadł wreszcie na krzesełko wyciągu i o 9.43 oddał swój pierwszy skok, potem pięć kolejnych. Za każdym razem przechodził obok rosnącej grupy kibiców, którzy witali go oklaskami.

Gdy skończyło się przedpołudniowe skakanie, Małysz mógł zdradzić, jakie rady przekazuje mu Lepistoe. – Wiadomo przecież, na czym mam się koncentrować. To może sobie zostawię dla siebie – śmiał się Adam. – Chodzi oczywiście o wyższą pozycję dojazdową i żeby było „pchanie do progu”. – Nie do końca jestem zadowolony z pierwszych skoków.

Jak na złość pogoda nie jest za fajna. Gdy wychodziło się z progu, podmuch dawał boczne uderzenie, dosyć nieprzyjemne. Nawet nie wiem, ile było skoków. Sześć? Dobrze, że mi powiedzieliście – żartował z dziennikarzami, którzy dopytywali się, czy już w następnych zawodach Pucharu Świata w Willingen jest szansa na wskoczenie na podium. – Wy byście wszystko chcieli naraz i żeby było hop-siup. A to nie takie proste! Trzeba cierpliwie poczekać – odparł skoczek. – Ja bym na pewno chciał znów być na podium. Po zawodach w Vancouver dzwoniłem do Hannu, usłyszałem: Brawo, brawo, jest postęp. Ale również, że to jeszcze nie to, co ma być. Wracam i jednak radość ze skakania, ona musiała się pojawić, skoro udało się wreszcie porywalizować z najlepszymi.

W tym czasie, gdy Małysz trenował w Wiśle-Malince, niedaleko, bo na Kubalonce, biegał i strzelał do tarcz wicelider Pucharu Świata w biatlonie Tomasz Sikora. – Wiem, że Adam właśnie rozpoczął treningi z Hannu Lepistoe – mówi zawodnik Dynamitu Chorzów. – Trzymam za niego kciuki, jak tylko jest czas, śledzę wyniki Małysza.

W podobnym tonie wypowiadał się sam Orzeł z Wisły: – Dla Tomka i dla mnie to wielkie ułatwienie, możemy trenować blisko domów. On ma przecież niedaleko z Wodzisławia do Wisły. Podobno na Kubalonce jest świetna strzelnica. Znamy się osobiście. Ja też, gdy mam trochę czasu, oglądam jego biegi – mówił Małysz.

Tomasz Kuczyński

Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2009/01/30