Zakopane — portal z-ne.pl

Trwa seria Schlieriego i niemoc Orła z Wisły

09.02.2009

Trwa seria Schlieriego i niemoc Orła z Wisły

Na razie „Schlieri” najbliżej jest jednak wyrównania innego osiągnięcia – czyli sześciu kolejnych zwycięstw. Będzie miał ku temu okazję w środę w Klingenthal, a liderem tej klasyfikacji może zostać w weekend po zawodach na mamucie w Oberstdorfie. Oczywiście, dla 19-latka z Innsbrucka ważniejsze od tych statystycznych osiągnięć są zapewne medale zbliżających się mistrzostw świata w Libercu (pierwszy konkurs 20 lutego) oraz zdobycie Kryształowej Kuli.

Po niedzielnych zawodach w Willingen do walki o PŚ wrócił jednak Szwajcar Simon Ammann, który wykorzystał niezwykle sprzyjające warunki w drugiej serii, skoczył aż 145,5 m i zajął drugie miejsce, mimo że po pierwszym skoku był ósmy.

Za zawodnika dnia uznano trzeciego Japończyka Noriaki Kasai. 37-letni skoczek ma wprawdzie na koncie 15 zwycięstw PŚ, na podium stał 42-krotnie, ale ostatni raz dwa lata temu w Oberstdorfie i było to jego jedyne miejsce w czołowej trójce w sezonie. Naturalnie, trzeba pamiętać, że przez weekend w Willingen rządził wiatr, ale nikt nie może podważyć, że Japończycy przyjechali do Europy w dobrej formie. W sobotnim konkursie drużynowym zajęli piąte miejsce. W niedzielę mieli w czołowej dziesiątce dwóch zawodników (7. Daiki Ito), co nie udało się choćby Austriakom. Dwójkę w najlepszej dziesiątce miał za to trener Mika Kojonkoski (5. Ljoekelsoey, 9. Jacobsen). Norwedzy, jak zwykle pod jego wodzą, gdy zbliża się impreza sezonu, osiągają formę.

Czy uda się to też naszej kadrze? Od początku sezonu od trenera Łukasza Kruczka słyszeliśmy, że forma ma przyjść właśnie w Libercu. Także Hannu Lepistoe, gdy zaczął znów pracować z Małyszem, stwierdził, że do MŚ Adam może wyjść z dołka. Tydzień temu była nadzieja, że sprawy idą w dobrym kierunku. Zajął czwarte miejsce w Vancouver. Wczoraj było już jednak gorzej. Wprawdzie w serii próbnej Adam poszybował aż na 140,5 m, ale w konkursie nawet nie zbliżył się do tej odległości. Oczywiście, wiatr kręcił niemiłosiernie. Jednych nosił daleko, jak choćby Rafała Śliża (w drugiej serii 135,5 m i 18. miejsce), innych zrzucał z zeskoku. Małysz po skokach na odległość 127,5 i 120,5 zajął dopiero 27. miejsce. Tuż po nim startował w drugiej serii Thomas Morgenstern, który też wciąż jeszcze nie osiągnął swojej normalnej dyspozycji. Poleciał aż 13,5 m dalej.

O drużynówce można powiedzieć tylko tyle, że Polacy awansowali do drugiej serii. Tak naprawdę nie było bowiem z kim przegrać i odpaść z rywalizacji, gdyż ekipy zdołali wystawić jeszcze tylko fatalnie skaczący w tym sezonie Słoweńcy oraz Kazachowie i Koreańczycy.

Hubert Zdankiewicz

Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2009/02/09