Do igrzysk został rok
12.02.2009
Kowalczyk, Sikora, Ligocka, a może... Marczułajtis? Kto zdobędzie medal na igrzyskach olimpijskich w Vancouver? Potęgą w sportach zimowych nigdy nie byliśmy i nigdy nie będziemy, ale do Kanady polscy sportowcy pojadą nie tylko po to, by sprawdzić, jak smakuje syrop klonowy. Do igrzysk został równo rok, więc dziś przedstawiamy nasze największe olimpijskie nadzieje. Ludzi, na których warto przez kolejne 365 dni chuchać i dmuchać.
Gwiazdą polskiej ekipy będzie w Vancouver Justyna Kowalczyk. 26-letnia biegaczka z Kasiny Wielkiej nie przespała trzech lat, które upłynęły od IO w Turynie (zdobyła tam brązowy medal). Dziś jest jedną z najlepszych zawodniczek globu, regularnie dorzucającą do statystyk kolejne sukcesy.
– Mało jest równie zdeterminowanych i ciężko pracujących sportowców – zauważa Grzegorz Mikuła, sekretarz generalny Polskiego Związku Narciarskiego. Na wytyczonych w Whistler olimpijskich trasach Kowalczyk wystartuje w czterech konkurencjach indywidualnych i w każdej może powalczyć o sukces.
– Jeśli będzie w gazie, to wszystko jest możliwe, ale podejrzewam, że byłaby bardzo zadowolona, gdyby udało jej się choć raz stanąć na podium – dywaguje Mikuła. Zapytany, na ile medali dziś liczy PZN, zawahał się. – Proszę napisać, że w sumie na trzy – odparł po chwili namysłu.
Jeden jest z urzędu zarezerwowany dla Adama Małysza. Wszyscy wierzą, że wznowienie współpracy z trenerem Hannu Lepistoe zaowocuje trzecim olimpijskim medalem polskiego mistrza.
Do faworytów należeć będą też biatlonista Tomasz Sikora – zaliczający właśnie najlepszy sezon Pucharu Świata w karierze i specjalistka od fikołków w lodowej rynnie snowboardzistka Paulina Ligocka. 22-letnia cieszynianka niedawno zajęła trzecie miejsce w mistrzostwach świata i obiecała, że w Vancouver też da z siebie wszystko.
O podium w krosie chce walczyć jej kuzyn Mateusz Ligocki, a szef Polskiego Związku Snowboardowego Marek Król wyciąga z rękawa jeszcze jednego asa.
– Nie skreślałbym Jagny Marczułajtis – mówi. Najlepsza niegdyś polska snowboardzistka zamierza wrócić do sportu po dwóch latach przerwy i pojechać do Kanady. Po medal.
–To nie będzie łatwe, ale Jagna to twarda dziewczyna i znakomita zawodniczka. Może jej się udać – przekonuje prezes. Na samym końcu krótkiej karawany kandydatów na medalistów jedzie Ewelina Staszulonek. Jedzie za to najszybciej, bo to saneczkarka. I to w tej chwili jedna z najlepszych na świecie.
– Może dołożyć Niemkom – ekscytuje się prezes Polskiego Związku Sportów Saneczkowych Jan Błoński. 23-letnia Staszulonek to fenomen. W tym sezonie wróciła do rywalizacji po roku przerwy spowodowanym paskudnym wypadkiem na torze w Cesanie. Miała otwarte złamania nogi, przeszła dwie operacje. Nie zniechęciła się. W pierwszych po powrocie zawodach PŚ zajęła 7. miejsce!
– O naszej dyscyplinie mówi się, że lubi ból i zimno. Trzeba mieć charakter, a Ewelinie go nie brakuje – mówi prezes Błoński. – Wierzę, że w Vancouver wedrze się na olimpijskie podium.
Przemysław Franczak
Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2009/02/12

