Stoch zabrał Małyszowi tytuł i rekord
16.02.2009
– Chciałem „pogratulować” sędziom, że zdecydowali się na przeprowadzenie tego konkursu, który absolutnie nie powinien się odbyć. Dzięki Bogu, że nikomu nic się nie stało, bo warunki były bardzo trudne, sypał gęsty śnieg, wiał zmienny wiatr... W finałowej serii tak mnie trzymało w rynnach, że nie wiedziałem, czy jadę do przodu, czy do tyłu – opowiadał lider polskiej reprezentacji, który na obiekcie swojego imienia nieoczekiwanie zajął dopiero piąte miejsce.
Pogoda rzeczywiście była fatalna, w dodatku nie różniła się od aury, która sprawiła, że nie przeprowadzono zawodów w piątek [podjęto wtedy decyzję o pozostaniu w Wiśle-Malince i rezygnacji z konkursu na średniej skoczni w Szczyrku – red.]. Obrońcę tytułu zdetronizował, a przy okazji pozbawił rekordu skoczni, Kamil Stoch, który w drugiej serii pofrunął 132 metry i z nawiązką odrobił straty z pierwszego skoku, po którym był szósty.
– Nie wiem, jak to zrobiłem – śmiał się nowy mistrz Polski na dużej skoczni. – Mam dużą satysfakcję, bona liście startowej byli wszyscy najlepsi zawodnicy, lecz to, że pokonałem Adama na jego skoczni i odebrałem mu jego rekord, nie ma jakiegoś dodatkowego znaczenia. A Adam? Po prostu mi pogratulował, czyli podał grabę – opowiadał Stoch.
Małysz rzeczywiście nie wyglądał na zmartwionego. – Fajnie się tak stoi obok podium – stwierdził podczas dekoracji. – Te wyniki pokazują, że jestem gościnny, bo oddałem medale kolegom. No i nikt nie powie, że wyjeżdżam z mistrzostw bez nich, bo nigdzie nie muszę jechać, przecież mieszkam prawie obok – kontynuował z humorem. – A tak poważniej: moje skoki nie były aż tak złe, jak to może wyglądać po wynikach. Przed mistrzostwami świata jestem wielkim optymistą – dodał po chwili.
Po konkursie najbardziej zmartwiony był Klimek Murańka, który sensacyjnie prowadził po pierwszej serii. – Myślałem, że będę w czołowej trójce. Przegrałem z warunkami, nie z presją. Adama Małysza przytrzymano na belce, śnieg przysypał tory i gorzej się po nich jechało – opowiadał 14-letni skoczek.
W kuluarach panowała powszechna opinia, że gdyby nie taka właśnie klasyfikacja na półmetku, to seria finałowa zostałaby anulowana. Tytuł Klimka stanowiłby jednak pewien problem dla trenerów czy kadrowiczów.
– Dla mnie to nie byłby problem. On miał w pierwszym skoku znakomite warunki, ale nawet te najlepsze okoliczności trzeba po prostu umieć wykorzystać, a Klimek to potrafił. Zatem ten konkurs, jeśli w ogóle się już rozpoczęło, to trzeba było zakończyć po pierwszej serii – komentował Małysz.
Teraz przed skoczkami występ w mistrzostwach świata. Dziś do Polski ponownie przyleci Hannu Lepistoe, który niemal codziennie rozmawia z Małyszem przez telefon, przekazując uwagi szkoleniowe.
Kadrowicze powołani na mistrzostwa świata zajęli w Wiśle 1. (Stoch), 2. (Łukasz Rutkowski), 4. (Stefan Hula), 5. (Małysz), 10. (Rafał Śliż) i 23. miejsce (Maciej Kot).
Rafał Musioł
Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2009/02/16

