Zakopane — portal z-ne.pl

Karasińska: Na Harendzie powalczę o podium

18.02.2009

Karasińska: Na Harendzie powalczę o podium

Dziś w Zakopanem slalom Pucharu Europy. Wasz nowy trener Livio Magoni opowiadał, że w ostatnich tygodniach bardzo często rozmawiała Pani z koleżankami z kadry o tym starcie. Dla was to rzeczywiście coś wyjątkowego?

Tak, bo w zawodach tej rangi w Polsce nie miałyśmy dotąd okazji jeździć. To wielka satysfakcja startować dla polskiej publiczności. Jak zauważyłam, przygotowania szły bardzo prężnie i organizatorzy bardzo się starali, żeby wszystko fajnie wyszło. Nie tylko pod względem przygotowania trasy, ale również całej otoczki. Super, że coś takiego się u nas dzieje.

Byłoby jeszcze lepiej, gdyby udało się Pani wjechać na podium. Jest na to szansa?

Sądzę, że tak. Obsada jest mocna, ale powalczyć można. Tym bardziej że dobrze znamy stok na Harendzie.

Na zakończonych kilka dni temu mistrzostwach świata w Val d’Isere zajęła Pani w slalomie 23. miejsce. Gratulować czy narzekać?

Ten start trzeba uznać za dość udany. Wcześniej nie miałyśmy przecież dobrej passy, w Pucharze Świata nie kwalifikowałyśmy się do drugich przejazdów, więc zawody we Francji w miarę nam wyszły. Zwłaszcza Oli Kluś, która była 24. i po raz pierwszy wjechała do trzydziestki. To dla niej ważna rzecz. Jak dotądnie szło jej zbyt dobrze, więc ten wynik ją podbuduje. Na pewno chciałaby się pokazać w rodzinnym Zakopanem. Na oczach rodziców, znajomych.

Od stycznia pracujecie z włoskim trenerem Magonim, który zastąpił Austriaka Rolanda Baira. Zmiana była zaskoczeniem?

Można było przypuszczać, że do niej dojdzie. Pod okiem Rolanda od dłuższego czasu nie miałyśmy sukcesów. W takiej sytuacji trzeba było zastanowić się, co zrobić z tym problemem. Zmiana trenera jest próbą dla nas wszystkich. Szukamy rozwiązań, chcemy, żeby te sukcesy w końcu przyszły.

Metody Magoniego się sprawdzają?

Livio zaczął wprowadzać pewne zmiany w technice i trochę trwało zanim zrozumiałyśmy jego intencje. Nie jest łatwo przestawić się, jeśli przez wiele lat przyzwyczajasz się do czegoś innego. Jednak jak się nad tym głębiej zastanowić, to Livio ma rację. Chce, żebyśmy jeździły podobną techniką jak zawodniczki z czołówki. Dogadujemy się bez problemu. Livio to spokojny, cierpliwy typ. Wyznaje zasadę, że tylko ciężka praca daje sukces.

Mówi, że jesteście dobrze przygotowane fizycznie, ale ciągle nie odkrył, dlaczego słabo wypadacie w ważnych zawodach.

Sama szukam odpowiedzi na to pytanie. Dwa sezony temu zaistniałam w Pucharze Świata, więc starty w nim nie powinny robić na mnie wrażenia. Jednak jeśli przez długi czas coś się nie udaje, to spada motywacja. Przy słabych wynikach ciężko uwierzyć, że wkrótce będzie dobrze. Pojawia się blokada, która powoduje, że w zawodach nie zjeżdżasz tak dobrze jak na treningach. To kwestia mentalna. Nad tym też trzeba pracować.

Organizatorzy Pucharu Europy na Harendzie nie kryją, że zamierzają starać się o organizację zawodów Pucharu Świata. Pani zdaniem ten pomysł ma szansę powodzenia?

Myślę, że tak. Stok jest średnio trudny, podobny trochę do trasy w Mariborze. Byłoby strasznie fajnie, gdybyśmy mogły wystartować w Pucharze Świata w Zakopanem.

Wstrzykiwali wodę w śnieg

71 zawodniczek stanie na starcie slalomu Pucharu Europy, który dziś zostanie rozegrany na zakopiańskiej Harendzie. Pierwszy przejazd rozpocznie się o godz. 10.

PE to najwyższe rangą zawody po Pucharze Świata. Pod Tatry przyjechało więc kilka bardzo mocnych alpejek. Pojawi się m.in. Szwajcarka Sandra Gini, Francuzka Tessa Worley (7. na mistrzostwach świata w gigancie), Amerykanka Sarah Schleper oraz utalentowana Norweżka Nina Loeseth (razem z dwiema siostrami: Leną i Moną).

– To duże wydarzenie. Dla nas i dla Zakopanego – mówi Jan Strączek, prezes ośrodka narciarskiego na Harendzie. Organizatorzy nie mieli z górki. Kryzys odstraszył część sponsorów, figle płatała też pogoda. Andrzej Karpiel, dyrektor zawodów i wiceprezes Tatrzańskiego Związku Narciarskiego, śmieje się, że kilka tygodni temu sen spędzał mu z powiek brak śniegu, a ostatnio jego nadmiar.

– Chcemy zrobić naprawdę dobrą imprezę – podkreśla. Trasę pomagał przygotowywać specjalista z Austrii, który pracuje m.in. przy organizacji PŚ w słynnym Kitzbuehel. Przywiózł ze sobą specjalne urządzenie, które wstrzykuje w zaśnieżony stok wodę pod ciśnieniem 25 barów. – W ten sposób utwardza trasę. Nie zniszczą jej ostre przejazdy kilkudziesięciu zawodniczek – informuje Strączek. Organizatorzy liczą, że pod stokiem pojawi się do dwóch tysięcy kibiców. Alpejki będzie można też dopingować stojąc obok trasy, bowiem część stoku i wyciągi cały czas będą czynne dla zwykłych narciarzy.

Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2009/02/18