Narty były przygotowane na medal, nawet złoty!
20.02.2009
Trudno było sprostać roli faworytki?
Bardzo, i dlatego jestem tak szczęśliwa. Było dziesięć bardzo mocnych dziewczyn, z których każda mogła wygrać. Przez 30 minut każda z nas walczyła z całych sił o każdą dziesiętną sekundy. Żadnej taktyki na ten start nie miałam, bo na mistrzostwach świata biegnie się od początku do końca z całych sił. Ja być może na początku miałam trochę skrępowane ruchy, gdy zobaczyłam na trasie tylu polskich kibiców, ale potem udało się opanować nerwy.
Przed biegiem trener Wierietielny mówił, że wiele będzie zależało od smarowania nart. Udało się trafić z przygotowaniem nart?
Zdecydowanie tak. Nartki miałam świetnie posmarowane. Chłopaki [testerzy pracujący dla Justyny Kowalczyk – red.] spisali się znakomicie, można powiedzieć na medal.
Trasa Pani odpowiadała?
Zdobyłam brązowy medal. To chyba znaczy, że trasami pasowała. Choć było trochę szybkich zjazdów, a ja, jak wiadomo, nie za bardzo je lubię. Można było zrobić coś głupiego i na przykład się przewrócić. Wszystko ułożyło się jednak bardzo dobrze. Warunki atmosferyczne także były w sumie dobre.
Myśli już Pani o kolejnych biegach i medalach? Teraz powinno być już chyba łatwiej walczyć o medal?
Na razie nie myślę o tym, co będzie w dalszej części mistrzostw. Jedno jest pewne, że nie wystartuję w sprincie. Uzgodniliśmy z trenerem Wierietielnym, że jeżeli w pierwszym starcie wywalczę medal, to nie będę biegła na najkrótszym dystansie. Cieszę się z tego, nie będę musiała się denerwować, czy dojadę do mety, czy ktoś mnie nie potrąci. Mam czas, aby trochę odpocząć, nacieszyć się medalem i znów skoncentrować.
Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2009/02/20
