Zakopane — portal z-ne.pl

Pierwsze w historii podium dla biegaczki znad Wisły

20.02.2009

Pierwsze w historii podium dla biegaczki znad Wisły

– Dla polskiego narciarstwa to tak samo historyczna chwila jak lot pierwszej kobiety w kosmos – cieszył się na mecie Grzegorz Mikuła, sekretarz generalny Polskiego Związku Narciarskiego. Przed inauguracyjnym startem w Libercu na Kowalczyk zwrócone były oczy całego narciarskiego świata. Bez żadnej przesady! Nie nazwiska Finek, Norweżek, Włoszek, ale właśnie Polki odmieniane było w wielu językach, gdy szukano głównej kandydatki do złotego medalu. Nawet w oficjalnej zapowiedzi biegu na 10 km przygotowanej przez organizatorów duży tytuł informował „Faworytką jest Kowalczyk”, a poniżej autorzy przypominali, że to właśnie podopieczna Aleksandra Wierietielnego wygrała w tym sezonie w Pucharze Świata dwa biegi techniką klasyczną na 10 km (Otepää i Valdidentro) i jest liderką pucharowej rywalizacji na dystansach.

– Czujemy presję, ale Justyna jest dobrze przygotowana. Powinno być nieźle – asekurował się przed startem Wierietielny. Kowalczyk na trasę biegu ruszyła przedostatnia, kilka minut po godzinie 12. Za plecami miała tylko Finkę Aino Kaisę Saarinen – liderkę Pucharu Świata i jak się później okazało także mistrzynię świata. Przed sobą wszystkie pozostałe rywalki. Polka od początku spisywała się świetnie – dobrze radziła sobie na stromych zjazdach, co do tej pory nie zawsze było jej mocną stroną, na równie stromych podbiegach jak zwykle forsowała tempo. Na całej trasie (dwie pętle po 5 km każda) mogła także liczyć na doping polskich kibiców.

– Justyna jest druga, będzie medal – krzyczał do słuchawki telefonu jeden z fanów z Ostrowa Wielkopolskiego, gdy Kowalczyk mijała punkt pomiaru czasu dwa kilometry przed metą. Wtedy Kowalczyk traciła do Saarinen 6,4 sekundy, nad Marianną Longą miała 0,8 sekundy przewagi. Medal był pewny, ale w jakim kolorze? Finka wytrzymała tempo na złoty medal, Włoszka niesamowicie przyspieszyła, Polka minęła linię mety z trzecim czasem. Kowalczyk cieszyła się jak dziecko. Widać było, że ten medal zdejmuje z niej ogromną presję, bo choć w czołówce jest już od kilku lat, ma medal igrzysk, to do mistrzostw świata na razie nie miała szczęścia.

To już jej czwarta impreza biegaczki z Kasiny Wielkiej. W 2003 roku było „przetarcie” w Val di Fiemmei m.in. 48. miejsce na 10 km st. kl., wyniki z 2005 roku zniknęły z tabel po wpadce z lekiem, który co prawda nie był zabroniony, ale Polka zapomniała jego zażywanie zgłosić w terminie i zaliczyła kilka miesięcy dyskwalifikacji. W 2007 roku w Sapporo przegrała z przeziębieniem i najlepszy wynik jaki osiągnęła to dziewiąte miejsce na 15 km w biegu łączonym.

– Chcieliśmy poprawić wynik z poprzednich mistrzostw świata i się udało. Teraz presja powinna być już mniejsza, co tylko pomoże Justysi – stwierdził Wierietielny, który zapowiedział już, że Kowalczyk nie wystartuje w sprincie.

– Oczywiście kwalifikacje byłyby bezproblemowe, ale później starty w grupach są bardzo ciężkie. Trzeba uważać, by się nie potknąć, by się z kimś nie zderzyć. Skupimy się na biegach, gdzie szanse na medal są większe – wyjaśnił trener.

Najbliższy start Justynę czeka w sobotę w biegu łączonym na 15 km, w czwartek sztafeta, a w następną sobotę bieg na 30 km.

Maciej Plich

Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2009/02/20