Zakopane — portal z-ne.pl

Kuettel sensacyjnym mistrzem świata

28.02.2009

Kuettel sensacyjnym mistrzem świata

Ostatecznie udało się rozegrać jedną serię. Gdy w drugiej, ósmy po pierwszym skoku Szwajcar Simon Amman uzyskał ledwie 110 m, jury przerwało jednak rywalizację. Wznowiło ją po trzydziestu minutach. Nie na długo. Śnieg walił cały czas. Znów zaczęło wiać. Skoki zdążyło powtórzyć kilkunastu zawodników. Wreszcie zapadała decyzja. Uznano wyniki pierwszej serii. A te były sensacyjne! Złoty medal wywalczył Szwajcar Andreas Kuettel, srebrny Niemiec Martin Schmitt, brązowy Norweg Anders Jacobsen.

Oczywiście każdy z nich „ma nazwisko”. Schmitt przez cały sezon jest w czołówce. Jacobsen i Kuettel złapali formę w ostatnich tygodniach. Norweg był nawet dwa razy drugi w dwóch konkursach PŚ (Obertdorf i Klingethal) poprzedzających zawody w Libercu. Ale nikt, absolutnie nikt nie postawił zapewne złamanego grosza na to, że na podium nie będzie ani jednego Austriaka! Gregor Schlierenzauer był dopiero czwarty, mistrz świata ze średniej skoczni Wolfgang Loitzl – szósty. Dla Kuettela, trzeciego zawodnika PŚ w sezonie 2005/2006, który jednak zawsze był w cieniu Simona Ammana to pierwszy medal MŚ w karierze! Dla Jacobsena też (nie licząc medalu z Sapporo w drużynie).

Tylko dla Schmitta indywidualne podium mistrzostw świata to oczywiście nie pierwszyzna. Niemiec czekał jednak bardzo długo. Ostatni raz wywalczył medal tylko na swoje konto w 2001 roku w Lahti. Złoty na dużej, srebrny na średnie skoczni. Nie musimy chyba za bardzo przypominać z kim wówczas zamieniał się miejscami. Oczywiście z Adamem Małyszem, który wczoraj stwierdził, że złota życzy Kuettelowi, ale zapewne cieszył się też bardzo z medalu Martina.

Bo ten medal daje nadzieję także naszemu mistrzowi. Schmitt jest tylko kilka miesięcy młodszy od Polaka. Dołek w jakim jest obecnie nasz zawodnik, w porównaniu z tym co działo się przez ostatnie lata z Niemcem, ma się tak, jak zmarszczka na wodzie do Rowu Mariańskiego. Medal Schmitta daje nadzieję, że Małysz też jeszcze może, że jego 31 lat, nie kwalifikuje go na sportową emeryturę.

– Na dużej skoczni będę chciał sobie polatać – mówił tydzień temu po konkursie na średniej Kamil Stoch. Jego czwarte miejsce rozbudziło nasze nadzieję, że Kamil wreszcie się przełamie, potwierdzi swój wielki talent. Że wreszcie doczekamy się następcy Adama Małysza, choć sam Stoch wręcz alergicznie reaguje na porównania z orłem z Wisły. W kwalifikacjach skakał dobrze. Z zawodników, którzy musieli rywalizować o wejście do konkursu zajął drugie miejsce (123,5 m). Znów był lepszy od Małysza (czwarte miejsce, 123 m). W czasie konkursu nie było już tak dobrze. O ile jeszcze po pierwszym skoku można było mówić, że nie miał szczęścia do warunków, to w drugiej serii, jak sam przyznał zepsuł skok (113,5). W serii powtórzonej poleciał o 2,5 m bliżej.

Jeśli chodzi o Adama Małysza to przez chwilę nawet się cieszyliśmy. W pierwszej serii Łukasz Kruczek długo kręcił głową, patrząc w monitor, na którym trenerzy mogą śledzić warunki, jakie panują na skoczni. Na belce startowej siedział Małysz. Komunikat był jasny i nie trzeba go chyba tłumaczyć. Warunki są złe. Jakież więc było zaskoczenie, gdy Polak uzyskał 127 m. To był naprawdę dobry skok. Orzeł z Wisły wyszedł na prowadzenie i nieważne było, że na górze skoczni zostało ponad 20 zawodników. Gdy jednak Robert Koudelka wylądował metr dalej od Adama wiadomo już było, że wiślanin niczego wielkiego nie zdziała. Czech w tym sezonie już wiele razy okazywał się „katem” Adama, pokonał go choćby podczas Turnieju Czterech Skoczni, gdy skakali razem w parze ko.

I nie zdziałał, bo przecież dla takiego zawodnika jak Polak, dwunaste miejsce w mistrzostwach świata to porażka. W przerwanej drugiej serii skoczył tylko 118,5 m. Przekonywał później, że to nie był zły skok i pewnie miał rację. Śnieg walił już strasznie mocno. W odróżnieniu od Kamila nie miał szansy poprawienia wyniku w powtórzonej serii finałowej. Ale nie łudźmy się. Jeśli wszedłby do pierwszej dziesiątki, byłby to „sukces”.

Robert Małolepszy

Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2009/02/28