Zakopane — portal z-ne.pl

Małysz dobrze wie, że może. Czy wygrać? Pewnie, że tak!

14.03.2009

Małysz dobrze wie, że może. Czy wygrać? Pewnie, że tak!

Czy ktoś tak naprawdę wierzył wówczas w jego słowa? Czy ktoś wierzył w powtarzane, jak mantra zapewnienia innych wielkich szkoleniowców, że Małysz się nie skończył, że jego wiek nie ma znaczenia, że wciąż może być groźny?! A jednak mówili prawdę! Skoki to niesamowita dyscyplina. Jedna próba Adama z drugiej serii konkursu w Kuopio rzeczywiście odmienił wszystko. Te 127 metrów było dla niego, jak catharsis. Wreszcie się przełamał, odbił od dna.

– Ten skok pozwolił uwierzyć, że nadal mogę rywalizować z najlepszymi – mówił w Kuopio nasz zawodnik. To był jego 300-tny konkurs PŚ.

– Mam nadzieję, że w następnych będzie równie dobrze. W Kuopio zawsze dobrze mi się skakało – przypominał Polak. Jeszcze nie był pewien, jeszcze bał się myśleć, że znów wraca wielki Małysz. Lepistoe już wiedział: „Adam jest mocny. Może wygrać jeszcze w tym sezonie” – takiego sms-a wysłał po zawodach w Kuopio do Apoloniusza Tajnera. Wiedział co pisze. To już nie jest przypadek. To już nie jest jeden dobry skok, powiew wiatru. W Lillehammer Adam do tej pory nigdy nie wygrał. Najlepiej wypadł dwa lata temu. Zajął trzecie miejsce, bijąc w kwalifikacjach rekord skoczni (142 m), który odebrał mu w zeszłym sezonie Austriak Gregor Schlierenzauer (143 m).

Po czwartkowych kwalifikacjach, w których Adam znokautował rywali, trochę niepewności pojawiło się w piątkowej serii próbnej. Polak był „tylko” dziewiąty z wynikiem 130 m. Lider PŚ Schlierenzauer poleciał sześć metrów dalej, a Rosjanin Dmitrij Wasiljew – siedem i pół dalej. Jednak w konkursie wiślanin potwierdził, że jest w formie. Wielkiej formie. Nie stanął wprawdzie na podium, ale „tylko dlatego”, że walczył nie o nie. On walczył o całą pulę, o zwycięstwo. Bo wie, że jest już gotów by wygrać! Po pierwszej serii był drugi. 135 metrów osiągnął kilka minut po tym, jak jury przerwało skoki i obniżyło belkę z siódmej na piątą. Słoweniec Robert Kranjec skoczył bowiem 142 m. Ci, którzy startowali po nim, mieli kłopoty, by dolecieć do 120 m! Próba Małysza to była inna liga. Francuz Chedal i Czech Koudelka, z którymi Adam rywalizował w tym sezonie jak równy z równym, a raczej oni z nim, szybko przekonali się, że stary mistrz wrócił na swoje miejsce. Chedal osiągnął 124 m, Koudelka 112! W pierwszej serii dalej od Polaka skoczył tylko Wasiljew – 137.

Finał był wspaniały, poziom niebotyczny. Już zawodnicy z drugiej dziesiątki latali daleko – Koch 137, Kuettel 135,5. Kasai 136. Rekord skoczni Schlierenzauera był zagrożony. Fin Harri Oli już kilka razy w tym sezonie plasował się wysoko po pierwszej serii. W Libercu, podczas mistrzostw świata, w konkursie na skoczni normalnej prowadził, by spaść na 13. miejsce. Także on w drugiej serii „drużynówki” w Libercu odebrał Finom pewny medal. W piątek wreszcie wytrzymał ciśnienie. W finale huknął 142 m, potwierdzając ogromne możliwości. Zaraz po nim na belce usiadł Adam. Warunki były dobre. Może nie tak idealne, jak w pierwszej serii, ale równe. 131,5 m. Za krótko, by myśleć o zwycięstwie. Małysz wyraźnie się spiął. Tak bardzo chciał wygrać, że na progu popełnił ten sam błąd, który przydarzał się zwłaszcza na początku sezonu.

– Za szybko wykonał odbicie. Za bardzo chciał. Nogi nie zapracowały tak, jak w pierwszej serii – komentuje pierwszy trener wiślanina, Jan Szturc. Wasiljew, który Ollemu mógłby wiele opowiedzieć o psuciu skoków i spadaniu z pierwszej pozycji po pierwszej serii (prowadził choćby w konkursie na skoczni normalnej podczas igrzysk w Turynie) tym razem wytrzymał. Nie wygrał, ale 133 m starczyły do zajęcia drugiego miejsca. Trzeci był Gregor Schlierenzauer (138 m w finale). Adam czwarty. Sportowcy mówią, że to najgorsze z możliwych miejsc, ale chyba nie tym razem. Małysz już wie, że może, że znów jest w czołówce, że trzydziestka na karku jednak nie przeszkadza. Czy wygra jeszcze w tym sezonie, jak zapowiada trener Lepistoe? Może być trudno – zostały już tylko konkursy na mamutach. A na nich Polak zwyciężał tylko wtedy, gdy był w swej najwyższej formie. Jednak to są skoki...

W weekend loty w Vikersund. Na tamtejszym mamucie odbędą się dwa konkursy. W sobotę drużynówka, a w niedzielę zawody indywidualne. Małysz powalczy o pierwszy w tym sezonie triumf, a reszta naszej ekipy o rehabilitację za piątek. W Lillehammer tylko bowiem Orzeł z Wisły miał powody do radości. Stoch i Hula nie awansowali do drugiej serii.

Robert Małolepszy

Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2009/03/14