Eskadra polskich lotników atakuje mamuta w Planicy
20.03.2009
– Uczymy się latać – z uśmiechem skwitował udany dzień Małysz, cytowany przez portal skijumping.pl. Nauka idzie błyskawicznie, bo wszyscy Polacy zakwalifikowali się z wysokich miejsc. Trzech z nich znalazło się w pierwszej szóstce! To był bodaj pierwszy taki wypadek w trenerskiej karierze Łukasza Kruczka, że po skoku każdego z naszych reprezentantów mógł wykonywać radosne gesty.
– Chłopcy spisali się rzeczywiście świetnie. Wysoko oceniam zwłaszcza Rutkowskiego, który po raz pierwszy skoczył powyżej dwustu metrów – dzielił się wrażeniami szkoleniowiec. Magiczną dla skoczków granicę złamał też Hula, tyle że podczas treningu (205 m).
– Wielkie gratulacje dla chłopaków. Pobili rekordy życiowe i to wiele mówi. Oby tak dalej – dopingował kolegów Małysz, który liczy na dobry wynik w zaplanowanych na jutro zawodach drużynowych. Sam narzekał na kłopoty przy lądowaniu. – Coś jest nie tak, ale może podczas konkursów problem zniknie – mówił.
Skocznia w Planicy nazywana była kiedyś Velikanką, czyli Olbrzymką i to najlepiej opisywało jej wygląd. Bula i zeskok przypominają opasły brzuch wielkiego potwora, który zasłania prawie cały najazd. Widok z góry to doświadczenie jedynie dla ludzi o mocnych nerwach. Ciężko spojrzeć w dół, a co dopiero przypiąć narty i skoczyć. A jednak zawodnicy bardzo lubią ten obiekt i finałowe zawody. Niektórzy przyjeżdżają do Planicy z rodzinami, startują bez presji wyniku. Często ot tak, żeby sobie polatać.
– To rzeczywiście jedne z fajniejszych zawodów w kalendarzu. Atmosfera jest luźniejsza, kibice wspaniali. Nic, tylko skakać – przekonywał Małysz.
Wczoraj najdalej udało się pofrunąć reprezentantowi gospodarzy Robertowi Kranjcowi. Słoweniec skoczył 215,5. Do rekordu świata Bjoerna Einara Romoerena – 239 m – zabrakło mu jednak sporo. Co ciekawe, Norweg na swojej ulubionej skoczni pokpił wczoraj sprawę i nawet nie zakwalifikował do konkursu (181,5 m i 38. lokata). Z zawodników z czołówki, którzy mają zagwarantowane prawo startu, najlepiej poszło Szwajcarowi Simonowi Ammannowi, który osiągnął 209,5 m – tyle samo, co Małysz. Nowy właściciel Kryształowej Kuli, Austriak Gregor Schlierenzauer był o półtora metra gorszy.
Przemysław Franczak
Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2009/03/20

