Zakopane — portal z-ne.pl

Kowalczyk na olimpijskiej szybkiej ścieżce

24.03.2009

Kowalczyk na olimpijskiej szybkiej ścieżce

– Zgodnie z umową Justyna ma prawo do 100 centymetrów kwadratowych powierzchni reklamowej swojego kombinezonu i całość została już zagospodarowana. Pozostało natomiast 50 centymetrów z puli związkowej – mówi sekretarz generalny Polskiego Związku Narciarskiego Grzegorz Mikuła. PZN nie będzie miał problemów ze sprzedażą tej powierzchni. Sukcesy Kowalczyk i odrodzenie Adama Małysza stanowią dla związku zapowiedź kolejnych tłustych lat, które do tej pory zapewniał narciarskiej centrali Orzeł z Wisły.

– Jedna z naszych ofert zakłada łączoną sprzedaż reklam: na stroje obu gwiazd, czyli Justyny i Adama – ujawnia Mikuła. Wartość takiej transakcji objęta jest tajemnicą handlową, ale z pewnością sięgałaby kilkuset tysięcy złotych za sezon. Naszywka na kombinezonie samej Kowalczyk będzie już warta ponad 100000.

Głównym celem Justyny są w następnym sezonie oczywiście igrzyska olimpijskie w Vancouver. – O przygotowania nie musi się martwić. Ministerstwo Sportu przyjęło program preferujący zawodników rokujących nadzieje medalowe i Justyna oczywiście znajduje się w tej grupie – mówi sekretarz PZN. Ministerstwo pokryje wydatki związane ze zgrupowaniami, a także wspomoże finansowanie sztabu szkoleniowego. Właśnie na takim garnuszku znajdzie się Rosjanin, który wkrótce zostanie nowym serwismenem, specjalistą od stylu klasycznego (na wynoszącą 6 000 euro pensję Ulfa Olssona, „magika” od techniki dowolnej, zrzucają się PZN i prywatny sponsor Józef Pawlikowski-Bulcyk w stosunku 30 do 70 procent – przyp. red.).

Sama Justyna, choć daleko jej jeszcze do dochodów Adama Małysza, o stan portfela nie musi się już martwić. W tym sezonie na trasach Pucharu Świata zarobiła 217125 franków (1 frank to około 3 zł). Do tego doszła premia za medale mistrzostw świata – dwa złota były warte dla związku w sumie 60000 złotych, a brąz 15000. – Te pieniądze należą do zawodniczki, związek niczego z nich nie potrąca – zapewnia Grzegorz Mikuła. Stałym źródłem dochodu Kowalczyk jest ministerialne stypendium wynoszące około 6000 złotych miesięcznie.

– Pieniądze są w sporcie ważne, ale nie najważniejsze. Najlepszym tego przykładem jest moja współpraca z trenerem Aleksandrem Wierietielnym. On naprawdę nie narzeka na brak ofert, dzięki którym mógłby zarabiać znacznie więcej niż przy mnie, ale ciągle woli pracować w Polsce. Tak samo jest ze mną. Jestem w znakomitym momencie kariery i wiem, że zaprzątanie sobie głowy pieniędzmi, szukaniem sponsorów czy udziałem w reklamówkach musiałoby się odbić na wynikach. Zresztą ze współpracy z firmami, które już mnie sponsorują, jestem zadowolona, pamiętam też o tym, że wspierały mnie w trudnych czasach – przypomina zawodniczka. Zwycięstwa Kowalczyk ostatecznie przekonały PZN, że warto w nią inwestować. A jeszcze przed obecnym sezonem Wierietielny uparcie musiał przekonywać szefów związku do zakupu roweru, który miał odegrać istotną rolę w przygotowaniach.

– To nie był zwykły rower, tylko taki, który kosztował 11000 złotych, więc decyzja nie była łatwa, bo takie wydatki trzeba skrupulatnie uzasadniać – wspomina dziś prezes Apoloniusz Tajner.

Wkrótce biegaczka AZS AWF Katowice będzie odbierać kolejne finansowe nagrody – w tym ministerialną, której wysokość nie została jeszcze ustalona, ale zgodnie z przelicznikiem może wynieść ok. 60000 złotych. Swoje dołożą też zapewne sponsorzy: Pawlikowski-Bulcyk, Rafako, Farby Kabe, Orbis Transport i Fischer.

– Justyna ma dobrą kombinację sponsorów, bo część z nich dostarcza jej przede wszystkim sprzęt, a to bardzo ważne, bo zdejmuje nam z głowy sporo problemów związanych na przykład z przejazdami – komentuje Wierietielny. W tym sezonie Fischer zapewnił Kowalczyk 80 par nart: 10 treningowych, 20 dla testujących trasę serwismenów i 50 do startów.

– Znalazłam się w ekskluzywnym gronie zawodniczek, których serwismeni są zapraszani przed sezonem na jeden z lodowców, żeby wybrać narty – opowiadała już kilka miesięcy temu późniejsza triumfatorka PŚ, nie ukrywając, że pomógł w tym także Ulf Olsson.

Kowalczyk nie ma swojego menedżera, za to sama czasami wciela się w tę rolę w stosunku do swoich współpracowników. To ona naciskała szefów PZN, gdy pojawiły się opóźnienia w wypłatach dla serwismena. – Bo takie rzeczy mają wpływ na atmosferę w ekipie. A ja menedżera nie potrzebuję i nie sądzę, by to się miało zmienić – kończy Kowalczyk.

Rafał Musioł

Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2009/03/24