Zakopane — portal z-ne.pl

Justyna zaczyna orkę

05.05.2009

Justyna zaczyna orkę

Najświeższym przykładem jest Norweżka Marit Bjoergen. Wygrała klasyfikację Pucharu Świata w 2005 i 2006 r., błyszczała w mistrzostwach świata w Oberstdorfie w 2005 r. (pięć medali, w tym trzy złote), ale na igrzyskach w Turynie jej największym sukcesem było drugie miejsce w biegu na 10 km.

– Doskonale zdaję sobie z tego sprawę. Takich przykładów jest zresztą znacznie więcej – ostrzega trener Aleksander Wierietielny. – Wierzę, że my nie popełnimy tego błędu – uspokaja po chwili.

Dlatego zamierza zaaplikować Justynie Kowalczyk dawkę treningu, która powaliłaby bez tchu na ziemię najtwardszych mężczyzn – 1200 godz. katorżniczej pracy.

Aby przygotować do tego naszą podwójną mistrzynię świata i triumfatorkę PŚ, Kowalczyk przed długim majowym weekendem zakończyła dwutygodniowy pobyt w... sanatorium.

W szpitalu uzdrowiskowym Pieniawa Wielka w Polanicy-Zdroju jej organizm był poddawany zabiegom regeneracyjnym, które miały odbudować ciało biegaczki przed kolejnym ciężkim sezonem. A ciężko będzie już 12 maja. Kowalczyk razem z trenerem Wierietielnym wsiądą w samochód i pojadą aż do Hiszpanii. W wysokich górach polska królowa zimy rozpocznie najważniejsze przygotowania do igrzysk olimpijskich w kanadyjskim Vancouver.

– Jestem gotowa na wszystko – śmiało zapowiada mistrzyni.

I rzeczywiście trzeba być gotowym na wszystko, jeśli jedzie się do Sierra Nevada, a część treningów ma odbywać się nawet na wysokości 3,5 tys. m n.p.m. Tak wysoko trudno jest oddychać, a Polka ma biegać. W basenie, w którym o olimpijska formę rok temu walczył Otylia Jędrzejczak, Justyna pokona własne kilometry. Do tego wyprawy pod stromą górę na rowerze i biegi na nartorolkach. I tak przez trzy tygodnie.

– Będzie ciężko. W programie mam dla Justysi na przykład bieg 30 km non stop pod górę, z dużą różnicą wzniesień. Zacznie na 500 m n.p.m. skończy na 2,5 tys. – zapowiada szkoleniowiec.

Do Sierra Nevada Kowalczyk jeździ od lat i tam buduje wytrzymałość. W tym roku treningi trzeba będzie jednak trochę zmienić. Chodzi o specyficzne trasy w Vancouver. Są one stosunkowo płaskie, bez morderczych podbiegów, na których dobrze radzi sobie Polka. Oprócz dotychczasowej siły i wytrzymałości nasza zawodniczka będzie musiała poprawić także szybkość i zwinność. – No i technikę. Czeka nas sporo żmudnej pracy, ale wszystko już mamy przemyślane – dodaje trener Wierietielny.

Gdy w Polsce przypiekać będzie coraz mocniej słońce, ekipa Kowalczyk ruszy w poszukiwaniu śniegu. Już ma zarezerwowany hotel w Austrii. Polka zdecydowała się na treningi na lodowcu Dachstein. Nasza ekipa ma tam pojawić się w połowie czerwca.

Starty w zawodach Pucharu Świata mają być dla Polki poligonem doświadczalnym przed igrzyskami. Dopiero po olimpiadzie Justyna Kowalczyk rzuci się do poważniejszej walki o punkty.

Zespół budowany przez Wierietielnego liczy w tym roku na poważne wzmocnienie. – Rozmawiamy z jednym z najlepszych na świecie serwismenów, specjalizującym się w technice klasycznej. Nazwiska na razie nie zdradzę – zasłania się tajemnicą negocjacji trener.

Podkupienie dobrego serwismena jest tak samo skomplikowane jak wykradzenie świetnego inżyniera wyścigu dobremu kierowcy w Formule 1, a Wierietielny negocjuje z elitą fachmanów od smarów i śniegu. Podwójna mistrzyni świata już ma po swojej stronie jednego z najlepszych ekspertów na świecie. Szwed Ulf Olsson specjalizuje się jednak głównie w przygotowaniach nart do biegu stylem łyżwowym. Teraz wzmocnienie ma nadejść ze Wschodu.

Oskar Berezowski

Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2009/05/05