Zakopane — portal z-ne.pl

Nie będzie zakazu jazdy dla pijanych narciarzy

20.10.2009

Nie będzie zakazu jazdy dla pijanych narciarzy

Został jednak wykreślony, bo rządowi eksperci doszli do wniosku, że nie ma możliwości skutecznego egzekwowania go. Nikt bowiem - ani ratownicy górscy, ani właściciele stacji narciarskich, ani policjanci - nie kwapił się do wzięcia sobie na barki obowiązku kontrolowania narciarzy. Zarzucony pomysł zakładał, że za jazdę na nartach po kieliszku można zapłacić nawet 2,5 tys. zł kary.

Wycofaniu się z tego zapisu nie sprzeciwiała się również Państwowa Agencja Rozwiązywania Problemów Alkoholowych. - Zadaliśmy sobie pytanie, czy zakaz, w oczywisty sposób słuszny, będzie przestrzegany - tłumaczy Krzysztof Brzózka, dyrektor PARPA. - Zastrzeżenia zgłaszało też pogotowie górskie.

Z taką decyzją urzędników zgadzają się m.in. ratownicy TOPR. - Jesteśmy przeciwnikami tworzenia martwych przepisów - podkreśla Jan Krzysztof, naczelnik Pogotowia. - Poza tym nie ma niczego złego w tym że narciarz do obiadu wypije lampkę wina.

Gdyby ten kontrowersyjny przepis wszedł w życie, ktoś musiałby w podobnej sytuacji reagować. Policjanci ścigający narciarzy po stokach z alkomatem wyglądaliby dość kuriozalnie.

Krzysztof podkreśla, że pijanych narciarzy należy ścigać. - Uważam jednak, że obecne przepisy wystarczą - dodaje.

Decyzję Ministerstwa Zdrowia z zadowoleniem przyjmują gospodarze stoków. - Pijanych narciarzy trzeba eliminować, ale całkowita prohibicja to przesada - uważa Marian Strama, właściciel stacji narciarskiej Nosal w Zakopanem. - U nas wytworzył się pewien rodzaj towarzyskiego narciarstwa. Wiele osób przyjeżdża tu, aby spędzić czas wśród przyjaciół. Jeśli wypiją góralską herbatę w karczmie i wrócą na stok, raczej nikomu nie zagrożą.

Przemysław Bolechowski

Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2009/10/20