Kruczek: Małysz spóźnia odbicie. Może skakać dalej o trzy metry
05.01.2010
Sny o potędze szybko się skończyły. Po pierwszych konkursach PŚ zaczęliśmy wierzyć, że mamy drużynę, która może podczas igrzysk w Vancouver walczyć o medal. Turniej Czterech Skoczni odziera nas na razie z tych marzeń...
Ja bym tak źle naszego występu nie oceniał. Adam skacze nieźle. Kamil zaliczył wprawdzie wpadkę w Oberstdorfie, ale w kolejnych konkursach punktuje. Stefan Hula w pojedynczych skokach też pokazuje to, co chcielibyśmy od niego uzyskać, ale na razie udaje mu się to raczej w kwalifikacjach, czy podczas treningów. A co do medalu, to ja go nigdy go nie obiecywałem. Ale też nie przekreślam szans. Do igrzysk jeszcze ponad miesiąc.
Kamil Stoch nie wygląda na zadowolonego ze swoich skoków.
To jest bardzo ambitny zawodnik. On w każdym konkursie chciałby nie tylko być w dziesiątce, ale walczyć o podium. Wierzy, że go na to stać.
A stać w obecnej formie. Na początku sezonu wyprzedzał Adama Małysza, teraz nie ma na to szans. Co się stało?
Po pierwsze Adam zaczął skakać lepiej, po drugie bardzo wyrównała się stawka. Teraz decydują drobiazgi. Gdyby w Innsbrucku Kamil dostał ciut wyższe oceny, były w okolicach 13-14 miejsca. Jego drugi skok był ósmym wynikiem serii. Adam miał piątą odległość. To była chyba najbardziej sprawiedliwa seria w tym sezonie. Praktycznie nie wiało. Warunki były identyczne dla wszystkich. Decydowała tylko forma. Adam i Kamil skakali równie daleko jak najlepsi. Stoch wylądował nawet pół metra dalej od Małysza.
Jakie błędy Stoch popełnia?
Czasami zbyt nerwowo reaguje na progu. Chce by odbicie było mocne i dynamiczne. A wychodzi z tego skrócenie odbicia. Ale to jest drobny błąd. Jego skoki są powtarzalne.
Turniej Czterech Skoczni to tzw. jeden period, po którym obliczana jest kwota startowa, czyli liczba zawodników, których będziemy mogli wystawić w PŚ. Na początku sezonu mieliśmy ich sześciu. Teraz tylko czterech. Chyba nie poprawimy naszego stanu posiadania?
Jeśli w Bischofshofen nie będzie jakiegoś kataklizmu, odzyskamy sześciu zawodników w PŚ.
Dziwne te wyliczenia. Po świetnym początku sezonu straciliśmy dwa miejsca. Teraz, gdy poza Adamem, reszta skacze wyraźnie słabiej, odzyskujemy je.
Liczy się rok do roku. A poza tym my wbrew pozorom nie straciliśmy za dużo. Tracili za to inni. My rywalizujemy o „kwotę" m.in. z Rosjanami.
Jak ocenia Pan skoki Adama?
Widać, że idzie do przodu. Cały czas ma lekką tendencję do spóźniania skoków, ale choćby druga próba z Innsbrucka była już naprawdę bardzo dobra. Jeśli będzie trafiał idealnie, może latać trzy, cztery metry dalej.
Czego mu trzeba by zaczął stawać na podium?
Trochę szczęścia. Może jednego super skoku. Na razie Adam ani razu nie skakał w warunkach, które byłby dla niego sprzyjające. Gdy są równe dla wszystkich nie odstaje od czołówki.
Dlaczego spóźnia odbicie?
Trzeba by spytać Adama. Mogę tylko mówić ogólnie, dlaczego zawodnicy zazwyczaj spóźniają odbicie.
Czyli?
Najczęściej dlatego, że próbują nad wszystkim zapanować. Mieć pod kontrolą każdą fazę skoku. A tak się nie da. To musi być działanie instynktowne. To jest ten słynny automatyzm. Jak się pojawia, zawodnik przestaje spóźniać odbicie.
To by się zgadzało. Bo Adam cały czas pracuje nad wyjściem z progu. Nad tym, by lecieć płasko nad zeskokiem. Dlaczego to takie ważne?
Bo trzeba się dostosowywać do techniki i stylu skakania najlepszego. Obecnie skacze się na bardzo małych prędkościach najazdowych. Wysokie wyjście z progu, jakie preferował Adam, spowoduje, że będzie leciał bardzo efektownie, ale krótko. Spadnie na bulę około setnego metra, bo bardzo szybko wytraciłby prędkość. Dlatego tak ważne jest płaskie wyjście z progu.
Kto robi to najlepiej?
Nie ma modelu idealnego. Każdy ma swoją indywidualną technikę, ale wszyscy starają się dostosowywać do aktualnie panujących trendów.
Janne Ahonen Pana zaskakuje. W środę będzie walczyć o podium Turnieju?
Zaskakuje chyba wszystkich. On przed sezonem skakał bardzo dobrze. Widziałem to na własne oczy, bo trenowaliśmy z Finami. Później nie radził sobie jednak z tym, że nie skacze wspólnie z czołówką. Skoki stały się tak wyrównane, że teraz minimalny ruch powietrza robi różnicę. Słowo. Wiem, że trudno w to uwierzyć, ale tak jest.
Ahonen daje nam nadzieję, że i Adam dojdzie do ścisłej czołówki. Obaj są już „dziadkami". O obu mówiło się, że nie dadzą rady, bo po 30-tce nie da się wygrać konkursu PŚ.
To legendy. W skokach zaczynamy obserwować takie same tendencje, jak w innych dyscyplinach. Wydłuża się wiek, w którym zawodnicy wciąż mogą skakać na światowym poziomie.
Kto wygra Turniej Czterech Skoczni?
Jeśli warunki będę równe, Kofler powinien utrzymać przewagę. Jeśli będzie mocno wiało do walki o triumf włączył się nawet Ahonen.
Za dwa tygodnie konkursy w Zakopanem. Będziecie się do nich przygotowywali w szczególny sposób?
Adam nie poleci do Japonii. My przystąpimy do nich z marszu. Po Turnieju nie wracamy nawet do domu. Zostajemy w Austrii, bo kolejne zawody to weekendowe loty w Kulm. Przed konkursami w Zakopanem będziemy mieli trzy dni wolnego.
A na igrzyska macie specjalny plan przygotowań?
Na pewno nie pojedziemy do Willingen. Adam też odpuści te konkursy.
Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2010/01/05

