Skoki są w dołku, ale nie w Polsce
19.01.2010
Ustawa hazardowa spędza Panu sen z powiek na trzy dni przed konkursami Pucharu Świata?
Nie, w ogóle o niej nie myślę.
Jak to? Możecie przecież stracić głównego sponsora imprezy, czyli firmę bukmacherską Bet-at-home, której reklama, np. na barierach i numerach startowych, w myśl nowych przepisów będzie nielegalna.
Zagadnienia prawne to nie moja broszka. Mam inne sprawy na głowie. Jednak z tego co wiem, to nasz sponsor nie ma zamiaru się wycofywać. Umowa z nim została podpisana w grudniu ubiegłego roku, a więc przed wejściem ustawy.
Nie narazicie się na nieprzyjemności?
Nie wydaje mi się. W każdym razie spokojnie czekamy na rozwój wydarzeń. A zwłaszcza ja, bo dla mnie najważniejsze jest dobre przygotowanie zawodów. Właśnie za chwilę idę dokonać odbioru technicznego skoczni.
Wie Pan, że macie rocznicę?
Oczywiście. Mija trzydzieści lat od pierwszego konkursu Pucharu Świata na Wielkiej Krokwi. Kawał czasu.
Zawody organizujecie po raz piętnasty. W ilu z nich Pan dyrektorował?
To już będzie dziewiąty raz.
Duma rozpiera, gdy od tylu lat stoi się na pierwszej linii frontu jednej z największych sportowych imprez w Polsce?
Nie, skąd. Chociaż jak już przestanę się tym zajmować, to się nad tym zastanowię. Usiądę w domu w fotelu i może wtedy pojawi się jakaś duma, że coś istotnego współtworzyłem. Ale teraz na pewno nie.
Fenomen zakopiańskich konkursów chyba przerósł wasze najśmielsze oczekiwania?
Na pewno tak. Te zawody wymknęły się ze sportowych ram. O Zakopanem znowu zaczęło być głośno w świecie. Gdy teraz melduję się gdzieś za granicą w hotelu, to widzę, że dla ludzi Zakopane nie jest anonimową nazwą. Dawniej tego nie było. Jednak szczególnie zadowolony jestem z tego, że udaje nam się organizować imprezę bezpieczną, rodzinną. Taki spektakl sportowo-artystyczny.
Jakie wydarzenia z tych ostatnich lat najmocniej zapadły Panu w pamięć?
To co działo się tutaj w 2002 roku. To była eksplozja małyszomanii. Każdy z konkursów oglądało po 70 tysięcy ludzi. Dobrze pamiętam, jak drżeliśmy o to, czy zawody nie zostaną przerwane, bo zawodnikom przeszkadzały flesze aparatów błyskające przy progu skoczni. Nigdy nie zapomnę tych tłumów. Widok wprost nie do opisania. Zniewalający.
Mieliście jednak wtedy sporo problemów organizacyjnych.
No tak, bo nikt się nie spodziewał, że przyjedzie tylu ludzi.
I była partyzantka...
Wokół skoczni nie było metalowych płotów, tylko drewniane prowizoryczne ogrodzenie. Tysiące kibiców weszło nam na skocznię już o szóstej rano. Nie mówiąc o tym, że system sprzedaży biletów był inny, niekontrolowany. Stadion był pełen, a wejściówki nadal kupowano, bo nikt nie był w stanie przedrzeć się do kas z informacją, żeby wstrzymać sprzedaż.
Ile biletów wtedy poszło?
Ponad 50 tysięcy na każdy z konkursów.
Nieźle. To sporo zarobiliście.
Właśnie, że nie, bo były za tanie - po 10 i 20 złotych. A masówka była straszna.
Dziś coś takiego byłoby chyba nie do powtórzenia, nawet przy niskich cenach. Nie ma Pan wrażenia, że Puchar Świata w Zakopanem trochę się kibicom przejadł?
Aż tak mocno bym tego nie określił, ale zgadzam się, że w ogóle w skokach obserwujemy spadkowy trend. Lekki dołek jest od paru lat. FIS, czyli Międzynarodowa Federacja Narciarska, na pewno jednak zadziała i spróbuje coś zrobić, by uatrakcyjnić zawody. Może wypali zmiana ocen skoków, może znajdzie się jakiś inny pomysł. Choćby taki jak nasz sprzed paru lat, by puszczać podczas zawodów muzykę. Teraz wszyscy nas naśladują.
Bilety sprzedaje się trudniej niż kilka lat temu?
Nie, akurat z tym problemu nie ma żadnego. W tym roku już prawie wszystko poszło, choć fakt faktem, wejściówek było nieco mniej ze względu na trwającą na Wielkiej Krokwi budowę pawilonu.
Nie było zagrożenia, że z tego powodu FIS nie pozwoli wam zorganizować zawodów?
Nie było. Powiadomiliśmy ich tylko, że jesteśmy w trakcie przebudowy obiektu.
Walter Hofer, dyrektor PŚ, zapowiada ekspansję skoków na wschód. Konkursy mają być organizowane w Turcji, Rosji, Kazachstanie, a nawet Korei. Nie boicie się, że wypadniecie z kalendarza?
Konkurencja rośnie, ale my jesteśmy w czołówce miast-organizatorów. Na razie Zakopane jest uwzględnione w planach FIS do 2014 roku. To jednak prawda, że nowe państwa chcą organizować konkursy. Odpadną jednak słabsi, nie my.
Co zadecyduje? Dobry lobbing czy gwarancja zorganizowania dobrej imprezy?
Najważniejsza jest dobra organizacja sportowa i liczna widownia. Dla FIS popularność dyscypliny ma ogromne znaczenie. Dlatego bać się powinni ci, którzy mają po trzystu widzów na konkursie.
Wisła będzie waszym lokalnym konkurentem w wyścigu po Puchar Świata?
Ich atutem jest to, że mają nowy obiekt, ale z drugiej strony nie mają powalającej pojemności obiektu. Na razie jednak niech zorganizują tam parę imprez mniejszej rangi i zbiorą za nie dobre oceny, a dopiero potem niech myślą o poważniejszych zawodach.
Innymi słowy, patrzycie na nich z góry.
Nie, my patrzymy na siebie. Za rok to będziemy mieć tutaj zupełnie inny świat na skoczni. Z nowoczesnym pawilonem, superwarunkami. Rozwijamy się.
A teraz?
Też będzie wspaniale. W zasadzie wszystko jest już dopięte na ostatni guzik. I co najważniejsze, to - poza Japończykami - nie zabraknie żadnego z najlepszych skoczków. Proszę więc szykować się na wielkie emocje i świetną zabawę.
21 tysięcy kibiców na Wielkiej Krokwi
Biletów - w puli było 21 tysięcy na każdy konkurs - zostało już niewiele, ale nadal można je kupić w internecie, w zakopiańskim Orbisie (Krupówki 22), biurze „Teresa" (Kościuszki 7), Centrum Informacji Turystycznej (Kościuszki 17) oraz w biurze Trip (Tetmajera 37). Koszt to 70 zł (sektory górne) oraz 60 zł (sektory dolne).
Program PŚ
Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2010/01/19

