Policjanci skontrolują, czy maluchy mają kaski
26.01.2010
W tym sezonie, jak mówi nadkom. Kazimierz Pietruch, rzecznik prasowy KPP Zakopane, na stoki oddelegowanych zostało jedynie sześciu policjantów z krakowskiej komendy.
- Staramy się, by było ich więcej chociaż na weekendy lub na ferie warszawskie, gdy przyjedzie do nas więcej turystów i na stokach zrobi się tłoczno - mówi Pietruch. - Na razie trzy patrole pojawiają się na najpopularniejszych stokach - na Kotelnicy, Harendzie, Szymoszkowej i Witów-Ski.
Jak dodaje rzecznik, policjanci przede wszystkim uspokajają tych narciarzy, którzy chcą za wszelką cenę pokazać, jak wspaniale jeżdżą, zapominając, że ich brawura zagraża innym.
Narciarzom nie przeszkadza obecność policji. Czują się bezpieczniej, gdy za plecami szusuje funkcjonariusz. - Bardzo dobrze, że są policjanci na stoku, bo czasem są tu bardzo potrzebni - uważa pan Tomasz, turysta z Torunia. - W ubiegłym roku moje dzieci musiały uciekać niemal ze stoku i jeździć po bokach, bo na trasie szalała grupka snowboardzistów. Aż się prosiła interwencja policji!
Choć funkcjonariusze głównie zwracają uwagę szarżującym narciarzom, zdarzyło się, że nałożyli mandat za brawurę. Coraz częściej udzielają pierwszej pomocy, ponieważ gdy coś się stanie na stoku, są na miejscu najszybciej, nawet przed ratownikami TOPR.
Od poniedziałku policjanci będą kontrolować maluchy. Wtedy wchodzi w życie przepis, by dzieci do lat 15 jeździły w kaskach.
- Myślę, że już teraz w 99 procentach maluchy jeżdżą w kaskach - zaznacza nadkom. Pietruch. - Gorzej jest z tymi 14-letnimi, bo są w takim wieku, że albo ich gniecie kask, albo nie w tym kolorze, albo im nie do twarzy! Jest problem! A kask może uratować życie, zwłaszcza teraz, gdy śnieg jest bardzo twardy i uderzenie głową może być tragiczne.
Wczoraj na stoku przy ul. Smrekowej w Zakopanem, gdzie stawiają pierwsze kroki mali narciarze, wiele dzieci, niestety, kasku nie miało.
- Moja trójka dzieci od lat jeździ w kaskach - mówi pan Jan, turysta z Mroczy. - Jestem lekarzem i wiem, jakie skutki może wywołać upadek na twardy śnieg. Lepiej nie ryzykować.
Halina Kraczyńska
Warto wiedzieć
Od 1 lutego dzieci do lat 15 muszą mieć kask na głowie.
Wielu instruktorów uważa, że także dorośli powinni jeździć w kasku.
Kask dla narciarza nie jest drogi
W sklepie internetowym można kupić kask dla dziecka już za 49 zł. Ale jak mówią specjaliści, lepiej na bezpieczeństwie dziecka nie oszczędzać i kupić mu porządny kask. A taki kosztuje od 150 zł (w górę). Można mieć wtedy pewność, że dobrze zamortyzuje upadek.
Jeżeli nie stać cię na zakup kasku lub wypad na narty jest tylko jednorazowy, można kask pożyczyć w wypożyczalniach, które są przy każdym stoku.
W niektórych, niestety, kaski wypożyczane są razem z całym wyposażeniem narciarskim, ale na szczęście w większości kask można pożyczyć osobno. Za godzinę trzeba zapłacić od 3 do 5 zł. Gdy korzystamy z kasku z wypożyczalni dłużej niż 4 godziny, można go z wrócić dopiero po 24 godzinach i płacimy wtedy 15 zł.
Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2010/01/26

