Dutki dla Orkiestry
16.01.2007
Mateusz Sukta ze Stasikówki, choć był jednym z najmłodszych wolontariuszy kwestujących wczoraj w Zakopanem, mówił, że mimo nie najlepszej pogody wytrzyma cały dzień. Na Krupówkach był krótko po godzinie 8 rano i planował oddać swoją puszkę dopiero o godz. 19.
- E, co miałbym nie dać rady? Tak bardzo zimno nie jest, nie ma mrozu, ani deszcz nie pada. To wytrzymam - zapewniał Mateusz. - A jak zmarznę, to pójdę na gorącą zupę albo herbatę.
W tym roku do Orkiestry wyłączyły się także dwie zakopiańskie restauracje: zmarznięte dzieci ze Stasikówki mogły rozgrzać się zupą w "Morskim Oku" i herbatą w "Grosie".
Mateusz i jego "od pary" kolega, Damian Siuty uwijali się po zakopiańskim deptaku, jakby chcieli ustanowić szkolny rekord: kto uzbiera najwięcej.
Około południa mieli już sporo w swoich puszkach.
- Ludzie chętnie nam dają pieniądze. Nie są niemili dla nas, czasem tylko odmówią. Tłumaczą, że dadzą później - opowiadał Damian.
Nie miały żadnych kłopotów ani nieprzyjemności kwestujące wspólnie: Angelika Parządka, Daniel Młynarczyk i Małgosia Gał. Mówili, że tak, jak w poprzednich latach, ludzie chętnie wrzucali do puszek. Po 10, 20 zł, tyle ile kto miał.
- Nawet turyści z Rosji dają - tłumaczyła Małgosia.
Dzieci ze Stasikówki pomagają Jurkowi Owsiakowi od samego początku Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. W tegorocznej edycji na Krupówki wyszło ich ok. 60.
- Mniejsze dzieci ze względu na bezpieczeństwo kwestują na Krupówkach, nasi uczniowie zaś na obrzeżach miasta i po wsiach - wyjaśniała Barbara Deskiewicz, nauczycielka z Zespołu Szkół Hotelarsko-Turystycznych w Zakopanem. - To już nasza piąta Orkiestra. Jesteśmy w całym Zakopanem, w Białce, Bukowinie. Około 70 osób: uczniów i nauczycieli pracuje dziś dla Jurka.
"Hotelarz" wczoraj nie tylko uczestniczył w kweście, ale także pomagał w akcji poboru krwi prowadzonej przy okazji Orkiestry przez zakopiański Punkt Krwiodawstwa.
Szkoła zorganizowała też sztab w internacie, gdzie młodzież i nauczyciele mogli się ogrzać, zjeść ciasto, kanapkę.
- Ludzie są na ogół mili, nic przykrego nas do tej pory nie spotkało. Na przykład bardzo często zdarzało się nam, że kierowcy przejeżdżający Nowotarską, machali do nas i wrzucali nam pieniądze do puszki. To było miłe. Ludzie są dość hojni, dają po 50 zł, nawet i po 100 - twierdziła Ewa Grześkow. Jej brat, Marek dodawał jednak, że nie wszyscy byli tak bardzo im przychylni.
- Najgorsze jest, jak idzie takie panisko i nawet spojrzeć nie raczy, ani się nawet nie odezwie, gdy podchodzimy do niego i prosimy o datek. Ale takich jest na szczęście mało - zaznaczał Marek.
Tak jak w latach poprzednich w Orkiestrze Jurka Owsiaka "zagrali" wczoraj uczniowie z Gimnazjum nr 1 w Zakopanem, którzy kwestowali i przygotowali różnego rodzaju atrakcje w swojej szkole oraz uczniowie ze Szkoły w Zębie. Ci w strojach góralskich z puszkami wędrowali po całej wsi.
Już po raz ósmy sztab WOŚP stanął też w stolicy Podhala, w Nowym Targu. Przez całe popołudnie w Miejskim Ośrodku Kultury odbywały się koncerty, pokazy i licytacje, m.in. wiecznego pióra przekazanego przez burmistrza Nowego Targu i starostę nowotarskiego, a także gadżety z autografami członków kabaretu Anii Mru Mru oraz grupy MoCarta.
Na ulice miasta ruszyło wczoraj ponad osiemdziesięciu wolontariuszy. Kwestowali m.in. pod hipermarketami, podczas meczu hokejowego na miejskim lodowisku i na giełdzie samochodowej. Nie udało się, niestety, przeprowadzić kwesty na zamkniętych z powodu braku śniegu nowotarskich wyciągach narciarskich.
Trzeci raz z rzędu wolontariusze kwestowali w beskidzkich schroniskach: na Luboniu Wielkim (Beskid Wyspowy), Makowych Szczawinach i Hali Krupowej (pasmo Babiej Góry), na prowadzących tam szlakach i w miejscowościach leżących u podnóża szczytów.
- Dziś odwiedziło nas około dwudziestu osób. Zawsze ktoś coś wrzucił - mówił jeden z pracowników schroniska na Luboniu.
Oprócz pieniędzy pochodzących z kwesty, jak co roku, na konto Orkiestry trafi także połowa dochodu z noclegów w finałowy weekend w schroniskach biorących udział w III Beskidzkim Finale WOŚP.
Halina Kraczyńska
Robert Miśkowiec
Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2007/01/15
