Ministerstwo czekało do wczoraj
13.10.2007
Jak informuje dyrektor biura RZHOiK, Jan Janczy, trzy osoby w zarządzie były przeciw rozszerzeniu obszaru, jedna "za", a jedna wstrzymała się od głosu. Dlatego treść wniosku - opiewająca na "jagnięcinę z Podhala" pochodzącą z dwóch powiatów (nowotarskiego i tatrzańskiego) - nie zostanie zmieniona.
Brak zmiany powoduje z kolei, że Tatrzańsko-Beskidzka Spółdzielnia Producencka "Gazdowie" z Leśnicy - domagająca się rozszerzenia terytorium "jagnięciny z Podhala" do obszaru całych Karpat - również podtrzyma swój protest.
Spór między Spółdzielnią a Związkiem trwa od sierpnia, kiedy "Gazdowie" złożyli swoje zastrzeżenie do wniosku.
- Byliśmy skłonni zgodzić się na taki obszar, na jakim została zarejestrowana bryndza podhalańska - mówi prezes spółdzielni, znany baca, Kazimierz Furczoń. Ale nie ma porozumienia, więc protest podtrzymujemy. Z caklem podhalańskim wchodzi się w Bieszczady, a z jagnięciną nie można - to mnie boli... Musimy się przecież wstawiać za całą hodowlą. Można też wyciągnąć pieniądze na wypas kulturowy, ale nie ma kto za tym chodzić.
Żale są kierowane do Regionalnego Związku, jednak obaj panowie - dyrektor Janczy i prezes Furczoń - zasiadają w jego zarządzie.
- Druga strona nie zgłosiła swojej propozycji, rozmowy nie było, a chyba logiczne jest, że ci, którzy składają zastrzeżenie, powinni się zwrócić do tych, którzy zadziałali pierwsi, występując z wnioskiem - mówi z kolei dyrektor Janczy. - Pan Furczoń stwierdził jedynie, że ewentualnie mogą się zgodzić na terytorium bryndzowe dla jagnięciny. W sytuacji, jaką mamy, do ministerstwa pójdzie nota podtrzymująca wniosek.
Przypomnijmy, że wnosząca zastrzeżenie spółdzielnia - postulując rozszerzenie obszaru - kwestionowała też zapis o wykorzystaniu do produkcji jagnięciny rasy cakiel podhalański, jako nie występującej teraz na Podhalu.
Polubowna ministerialna propozycja o tyle wychodziła naprzeciw postulatom spółdzielni, że sugerowała, aby obszar wytwarzania jagnięciny z Podhala pokrywał się z obszarem wytwarzania zarejestrowanej już w Brukseli bryndzy podhalańskiej. Dlatego do istniejących już we wniosku powiatów nowotarskiego i tatrzańskiego należałoby dołączyć jeszcze sześć gmin z powiatu żywieckiego: Milówkę, Węgierską Górkę, Rajczę, Ujsoły, Jeleśnię i Koszarawę.
Tymczasem po konferencji w Istebnej, organizowanej przez Instytut Zootechniki, dyrektor Janczy jeszcze bardziej utwierdził się w przekonaniu o słuszności oznaczenia geograficznego dla "jagnięciny z Podhala" w postaci dwóch powiatów. Pani, która na konferencji referowała temat cakla, stwierdziła bowiem występowanie w Polsce 4-5 rodzajów tej owcy z niewielkimi różnicami charakterystycznymi dla danej odmiany. Mowa była m.in. o caklu beskidzkim. Dawałoby to spółdzielni podstawy do wystąpienia z własnym wnioskiem.
Ministerstwo Rolnictwa oczekiwało porozumienia, ale - jak się okazuje - nie jest ono możliwe. Prezes Furczoń ma jeszcze rozmawiać z resortowymi władzami. Dyrektorowi Janczemu - aktywnemu zarówno przy przygotowywaniu wniosku i rejestrowaniu bryndzy podhalańskiej, jak i sporządzaniu wniosku z zarejestrowanie oscypka - ręce już opadły i postanowił czekać na ruch ze strony ministerstwa. Upór kolegi z zarządu uznaje za działanie przeciwko Podhalu. Tym bardziej że inny członek ścisłego kierownictwa spółdzielni, z którym miał sposobność rozmawiać w Istebnej, widział sens przedyskutowania sprawy i może rozdzielenia cakla podhalańskiego od beskidzkiego.
Tłumaczy jedynie, że nikt nie wchodzi z caklem w Bieszczady, a kwalifikacji w perspektywie starań o unijne dopłaty podlegało tylko jedno pasące się tam stado, przeniesione na połoniny z Podhala. Sam mnóstwo razy jeździł do ministerstwa, by rozmawiać o korzystniejszych warunkach dla całej hodowli owiec, lecz nigdy nie udało się tego przeforsować.
(ASZ)
Źródło: Dziennik Polski - www.dziennik.krakow.pl - 2007/10/13

