Zakopane — portal z-ne.pl

Do lodówki marsz

30.11.2007

Do lodówki marsz

Pod koniec roku większą część społeczności dopada znienacka wilczy apetyt. I jakoś tak dziwnie się dzieje, że zjadamy o wiele więcej niż w innych porach roku i niż potrzebujemy.

– Eh, latem nie smakuje to, co teraz – oblizuje się Andrzej Galica spod Gubałówki. – Mnie co roku na jesieni bierze na tłuste. Kwaśnica np. ze świńskimi żeberkami albo hodowana tłusta gąska. Właśnie takie rzeczy mi pod koniec roku smakują. Według mnie każda potrawa ma inną temperaturę do spożywania. Np. baranina smakuje właśnie najbardziej, jak jest za oknami zimno. A latem to nie. Niestety, potem brzuszek od tego typu kalorycznych przysmaków rośnie. Skąd więc u nas tego typu ciągoty na jesienne chłody?

– Zapewne są to takie nasze pierwotne uwarunkowania – zastanawia się Alina Łojas, zakopiańska lekarka. – Spadek temperatury wymagał od nas jakichś przeciw działań przed zamarznięciem. I jedną z naturalnych metod było gromadzenie tkanki tłuszczowej. No cóż, zachowujemy się jak większość zwierząt.

Jednak nie wszyscy zgadzają się z zaobserwowanym przez nas zjawiskiem.

– To jakieś bzdury – puka się w czoło Marek Zawadzki z Ostrowa Wielkopolskiego, który kupował oscypki pod Gubałówka. – Na jesieni każdy zaciska pasa, żeby coś odłożyć przed świętami i dopiero wtedy zaczyna się obżarstwo. Ale wtedy to już jest zupełne szaleństwo. Wcześniej na pewno nie.

Górale mówią, że na pewno na jesieni je się więcej, choć już co konkretnie, to z tym różnie bywa.

– Odchudzam się od lat – śmieje się Maria Tylkowa. – I zawsze szlag mnie trafia, bo kiedy nadchodzi listopad, to jak niedźwiedź buszuję w lodówce. Choć te zwierzęta i tak są mądrzejsze, bo ja jeszcze palę nałogowo, a nie widziałam jeszcze misia z papierosem w pysku.

Może więcej jemy, bo więcej się na jesieni kłócimy? – W naszym rejonie wzmożone jedzenie może wynikać też np. z braku słońca czy jesiennej depresji –mówi Alina Łojas. – A objadanie się jest jedną z metod na łagodzenie czynników depresyjnych. Na pewno u podłoża całego zjawiska leżą nasze pierwotne zachowania. Kiedyś za odzienie służyły tylko skóry, więc trzeba było obrastać w tkankę tłuszczową.

Są i tacy, którzy uważają, że wszystkiemu winna jest praca.

– Człowiek teraz tak ciężko pracuje, że nie ma czasu na obiad – kiwa głową Stanisława Giewont spod Gubałówki. – Wieczorem rzuca się na lodówkę. A od dawna się gada, że kolację powinno się oddawać swojemu wrogowi. Jedzenie przed snem jest co najmniej nie zdrowe.

Szczególnie jeśli to jest pomidorówka i schabowy. Po jesiennym obżarstwie zostaje nam zazwyczaj pamiątka w postaci brzucha jak bęben. A przecież sylwestrowe szaleństwa i konieczność wciśnięcia się w szałową kieckę czy smoking tuż tuż... Zatem warto może już dziś przejść na dietę.

PRZEMYSŁAW BOLECHOWSKI

Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2007/11/30