Żółw przy tygrysie górskim Środkowej Europy
30.11.2007
Czy przedsiębiorcy z branży turystycznej Podtatrza powinni się bać naszych południowych sąsiadów, że przyciągną do swoich ośrodków turystycznych i narciarskich nie tylko gości ze Wschodu, z Europy Zachodniej, ale również polskich turystów?
Tegoroczna oferta zimowa Słowacji jest imponująca. Nawet nie trzeba jej porównywać z polską, aby na naszym tle dobrze wypadła. Ponad 100 mln zł zainwestowanych środków w samą infrastrukturę narciarską, gastronomiczną, bazę noclegową i różnego rodzaju atrakcje umilające pobyt narciarzom, o którym nam na Podtatrzu nawet się nie śniło, np. ski–welless lub apres–ski. Wszystkie większe ośrodki narciarskie wydały kilkanaście milionów złotych na modernizację, rozbudowę i ulepszenie swojej oferty narciarsko–turystycznej.
– Od dwóch lat postawiliśmy w Słowacji właśnie na rozwój turystyki – mówi Jan Bosnovic, dyrektor Narodowego Centrum Turystki Słowackiej w Polsce.
Nasi sąsiedzi z rejonu słowackiego pogórza postawili na rozwój turystyki, bo doskonale zdają sobie sprawę, że niema tu szans na powstanie żadnych inwestycji przemysłowych.
– Na razie głośno mówimy tylko o tych projektach na ten sezon zimowy – podkreśla Bosnovic. – Ale ciągle przygotowywane są już następne. Niewiele osób wie o naszych planach związanych z Tatrami Wysokimi. Rozbudowane zostaną nowe m.in. trasy z Łomnicy, wymienione kolejki. Przed nami kolejne potężne inwestycje.
Jak zapewnia Bosnovic, turystyczny boom na Słowacji nie byłby możliwy bez przedsiębiorców, którzy jeszcze w pierwszym okresie wsparcia ze strony Unii uczyli się pisać wnioski unijne. Ale udało się: dzięki temu np. powstało w Słowacji aż tyle aquaparków. Ich budowa nawet w 75 proc. była sfinansowana z unijnych funduszy. Zwodami termalnymi Słowacja wiąże nie tylko rozwój turystki, ale również zamierza je wykorzystać jako źródło energii. Kończy się ropa. Trzeba będzie szukać innych źródeł energii. To będąwłaśnie wody termalne – twierdzą Słowacy.
– Nie zamierzamy odpuścić również pozyskiwania dotacjina budowę infrastruktury turystycznej ze środków unijnych w latach 2008–13 – zaznacza dyrektor Centrum. – Już niedługo przy co drugiej inwestycji stać będzie na Słowacji tabliczka z informacją, że została ona zrealizowana dzięki Unii Europejskiej.
Słowacy mówią, że już niedługo też co drugim narciarzem jeżdżącym na ich wyciągach będzie Polak... Szczególnie teraz, gdy znikną granice między naszymi krajami, a turyści bez żadnych kłopotów, kilka kilometrów dalej, znajdą do dyspozycji zamiast zatłoczonych polskich wyciągów kilkadziesiąt tras w samych Tatrach i najprzeróżniejsze atrakcje, karnety w promocji, kilka rodzajów ski–passów.
– Myślę, że nie powinniśmy się bać Słowaków, że nam odbiorą turystów, ale na pewno powinniśmy z nich brać przykład, powinni nas mobilizować – mówi Janusz Majcher, burmistrz Zakopanego.
Ale jak sam przyznaje, dynamika rozwoju Słowacji jest tak niesamowita, że nam tylko pozazdrościć.
– Jeżdżę przynajmniej raz w miesiącu na Słowację i widzę, co się tam dzieje: w jakim tempie powstają nowe drogi, nowe trasy szybkiego ruchu, obwodnice, baza sportowo–turystyczna. Aż głowa boli! – twierdzi burmistrz Majcher. – Widziałem niedawno w okolicach Smokowca olbrzymie pole golfowe i... najbogatszych ludzi, elitę ze Słowacji!
Na pytanie dlaczego u nas, w Polsce, na Podhalu, tego nie ma, burmistrz odpowiada, że Słowacy są bardziej mobilni i mają zdecydowanie większe możliwości pozyskania na inwestycje środków unijnych.
Andrzej Kawecki, prezes Tatrzańskiej Izby Gospodarczej, uważa jednak, że Słowacy są dla Podhala niebezpieczną konkurencją.
– Słowacja przy tylu inwestycjach, tak szybkim tempie rozwoju, łatwości dostępu może stać się niedługo silnym ośrodkiem turystycznym w Europie, a nawet tygrysem górskim Środkowej Europy. Bo Alpy się już opatrzyły, turyści spragnieni są nowych wrażeń, więc – moim zdaniem – Europejczycy będą wybierali Tatry – podkreśla prezes Kawecki. – A my? Jeżeli ciągle będziemy się poddawać grupie kilku rozkrzyczanych ludzi (nie chcę tu nikogo obrażać!), którzy blokują dostęp do całego regionu, jeżeli demokrację będziemy postrzegać, że każdy robi, co chce, pozostaniemy skansenem, zaściankiem lub – jak kto woli – na marginesie.
Szacuje się, że obecnie rocznie odwiedza Słowację 850 tysięcy turystów z Polski.
– W przyszłym roku spodziewamy się, że przyjedzie do nas o wiele więcej Polaków – zaznacza dyrektor Bosnovic. – Bowiem zgodnie z prawem unijnym wypoczynek Polaków u naszych południowych sąsiadów będzie refundowany z funduszu socjalnego.
HALINA KRACZYŃSKA
JÓZEF SŁOWIK
Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2007/11/30

