Nie boją się konkurencji
10.12.2007
I co równie ważne, tam jakoś nikt z ekologów nie protestuje i stacje narciarskie powstają wszędzie. Górale z Podhala twierdzą, że konkurencji się nie boją i zapewniają, że wciąż Słowacja jest w tyle, daleko za nami.
Prawdą jest jednak, że od naszych południowych sąsiadów moglibyśmy się uczyć, jak sprawnie inwestować i budować wyciągi narciarskie. Podczas gdy u nas powstaje co roku jeden, dwa nowoczesne wyciągi, za naszą południową granicą jest ich kilka razy więcej. W tym roku Podhale może się poszczycić jedynie modernizacją kolejki na Kasprowy Wierch i stacją narciarską w Jurgowie. Jednak mimo to, jak zapewniają górale, Słowacja wciąż nie jest dla nas tak groźnym konkurentem, jak by się to wydawało.
– Oni nie mają bazy turystycznej – mówi Katarzyna Strama ze Szkoły Narciarskiej „Strama” pod Nosalem. – I większość np. naszych turystów jedzie tam góra na kilka dni. Ich problemem jest to, że tam po nartach praktycznie nie maco robić. U nas jest całe zaplecze turystyczne: karczmy regionalne, restauracje, liczne obiekty rozrywkowe. Uważam więc, że jeszcze bardzo długo nie musimy się bać słowackich konkurentów. Choć oczywiście powinniśmy budować więcej wyciągów.
Inni z kolei mówią, że na Słowacji pokutuje wciąż socjalistyczne myślenie.
– Proszę spróbować tam coś zjeść w niedzielę! – śmieje się Andrzej Galica z Zakopanego. – Większa część restauracji jest nieczynna. Albo przez kilka godzin dziennie są nieczynne. Tam ciągle pokutuje stare myślenie. Au nas już ludzie robią wszystko, aby zdobyć klienta. Pracują zarówno w tygodniu, jak i weekendy. Poza tym my mamy naszą kulturę góralską, która przyciąga wiele osób.
Co jednak najbardziej cieszy, to fakt, że wreszcie i górale nauczyli się dogadywać i wspólnie inwestować pieniądze na przykład w wyciągi.
– Nie możemy patrzeć na Zakopane tylko poprzez pryzmat Gubałówki – mówi Andrzej Gąsienica Makowski, starosta tatrzański. – Przecież powstała niedawno stacja narciarska na Harendzie, czy w Witowie. W tym roku startuje Jurgów. A w starostwie leży kolejnych kilkanaście wniosków o zgodę na nowe inwestycje narciarskie. I prawie zawsze są to spółki właścicieli, którzy potrafili się dogadać. Nie jest więc tak, że u nas nic się nie robi. I co najważniejsze nie jesteśmy w walce o turystę czy narciarza na straconej pozycji.
Przemysław Bolechowski
Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2007/12/10

