Co podawano na góralską wieczerzę
25.12.2007
Okazuje się, że sporo dań, które obecnie można znaleźć na regionalnym stole, do niedawna jeszcze nie było znanych. Wieczerza wigilijna była, szczerze mówiąc, bardzo skromna.
– Przede wszystkim była kapusta – przypomina sobie Maria Gruszkowa z Zakopanego.
– Ino nie mascona spyrkom! Do tego oczywiście grule, czyli po pańsku ziemniaki. Podawało się też barszcz czerwony. Dawniej jednak było tak, że nie dodawano do niego uszek a grule.
I to właściwie, jak mówią górale, było wszystko. Nie było więc przepychu i licznych potraw jak dziś. – Była jeszcze babka pieczona – przypomina sobie Maria Gruszkowa. – Ale to też było takie proste, a nie wymyślne ciasto. Nie było tak jak dziś kompotu z suszonych śliwek. Piło się tylko i wyłącznie czerwony barszcz. Oczywiście chłopy po pasterce raczyli się już gorzałką, ale to już zupełnie inna sprawa.
W tradycji góralskiej, co trzeba pamiętać, w Wigilię obowiązywał ścisły post. Nie można było nawet wypić mleka czy zjeść choć trochę masła. Na same święta gaździny piekły słodkie baby nadziewane marmoladą. Pieczono też pączki i słynne kiedyś plecionki, czyli słodkie bułki. Do takiego deseru podawano kakao. A co na obiad świąteczny?
– Warzyło się sztukę, czyli mięso – wspomina Maria Gruszkowa. – Kto co lubił, to sobie robił. Jak człowieka było stać, to przed świętami zabijał świnkę i wtedy jadło się specjały własnej roboty.
Kiedyś nie było obiadu dwudaniowego. Podawano tylko zupę, najczęściej kwaśnicę z mięsem. Najczęściej był to kawałek wędzonej świniny. Trzeba też pamiętać, że bardzo długo nie było na góralskim stole wigilijnym ryb.
– Sama pamiętam takie czasy – wspomina Gruszkowa. – Nie było ani karpia, ani pstrąga, bo gadało się, że taka ryba to nie wiadomo co je i czym się pożywia. Dopiero później okazało się, że i karp na stole musi się znaleźć.
Przemysław Bolechowski
Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2007/12/24
