Zakopane — portal z-ne.pl

Korek na zakopiance, kolejka pod Kasprowym

31.12.2007

Korek na zakopiance, kolejka pod Kasprowym

W Zakopanem i okolicach stary rok pożegna nawet pół miliona turystów. Aby się jednak cieszyć z pysznej zabawy, swoje trzeba było odstać na zakopiance, potem w poszukiwaniu miejsca parkingowego, a na końcu w kolejce... do kolejki na Kasprowy Wierch.

Pokonanie samochodem 100 km z Krakowa do Zakopanego zajmowało w weekend pięć godzin. Z ust tych, którzy przybyli już pod Giewont, padało tylko jedno słowo na określenie tej drogi: męka.

Pierwszy korek czekał wyjeżdżających z Krakowa przed Myślenicami. Tam z powodu budowy wiaduktu droga została zawężona do jednego pasa. – W szczycie korek sięgał aż do Jawornika, czyli miał 10 długości – relacjonował mł. asp. Józef Stręk z komendy policji w Myślenicach.

Gdy się już udało pokonać Myślenice, droga przebiegała płynnie, jednak z niewielką prędkością. Tradycyjnie już zaraz za Nowym Targiem zaczynał się wężyk aut do Zakopanego. Sam wjazd do centrum miasta to istna tragedia.

– Dojazd do Zakopanego jest fatalny – skarżył się Maciej Dziedzina z Gdyni. – Z mojego miasta do Krakowa jechałem siedem godzin. A potem pokonanie kilku kilometrów w rejonie Myślenic zajęło mi godzinę. To jest po prostu chore – mówił rozgoryczony gdynianin.

Ci, którym wydawało się, że najgorsza może być droga do Zakopanego, srodze się rozczarowali, gdy wjechali do miasta. Brakowało miejsc parkingowych. Kolejki ustawiały się do sklepów, bankomatów, stacji benzynowych. Istna asfaltowa dżungla.

Kolejki stały też do... kolejki na Kasprowy Wierch. Na wjazd w weekend trzeba było czekać dwie godziny. W sylwestra i Nowy Rok raczej nie będzie lepiej. – Już nie mam siły – narzekał Maciek, snowboardzista z Krakowa. – Nie spodziewałem się takich tłumów. Szybciej będzie, jak sam pójdę pod górę – stwierdził. I ruszył w drogę. Pieszo.

Łukasz Bobek, Przemysław Bolechowski

Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2007/12/31