Ginęli ludzie, płonęły domy
04.01.2008
Ze wstępnych statystyk wynika, że wzrosła ilość pożarów nie tylko tych małych, ale i tych większych. Coraz częściej też pożary spowodowane były brakiem odpowiedniego przygotowania instalacji grzewczych przed sezonem zimowym. Czasami jednak nawet i najnowsze cuda techniki i ogromne chęci strażaków nie pomogły w walce z ukształtowaniem górzystego terenu. Brakowało dróg dojazdowych i zbiorników przeciwpożarowych. Największe tragedie zdarzyły się przed końcem roku.
Najtragiczniejszy w mijającym roku był grudniowy pożar w Białym Dunajcu. W płomieniach zginęło dwoje z czworga rodzeństwa – 6-letnia Paulina i 14-letni Jurek. Dwie starsze siostry zdążyły uciec. Najprawdopodobniej przyczyną pożaru była kuchenka gazowa, którą dogrzewano się w mroźne dni. Na brak pracy strażacy nie narzekali.
– W 2007 roku mieliśmy więcej pożarów niż w 2006 – mówi Stanisław Galica, rzecznik prasowy Państwowej Straży Pożarnej w Zakopanem. – Kiedy w 2006 roku mieliśmy 135 pożarów, to w 2007 liczba ta sięgnęła 180. Najczęstszym powodem pojawiania się ognia były błędy w eksploatacji urządzeń grzewczych.
Takie przypadki pojawiły się pod koniec roku, gdy przyszedł okres zimowy.
– Często zdarzały się wezwania do palących się sadzy w kominach – wspomina Galica.
Ludzie nie stosują się do zaleceń oczyszczania kominów przynajmniej raz w roku.
– Dodatkowo w ostatnim czasie, wraz ze wzrostem popularności kominków domowych, pojawiło się więcej pożarów spowodowanych ich nieprawidłowym podłączeniem – wyjaśnia Stanisław Galica.
U nowotarskich strażaków szczególnie mocno dał o sobie znać czerwony kur w pierwszych godzinach Nowego Roku. Noworocznej nocy fajermani nie będą wspominać dobrze. Już o godz. 0.14 w powiatowym stanowisku kierowania rozdzwoniły się telefony. Niestety, nie były to życzenia noworoczne, ale zgłoszenie pożaru przy Szaflarskiej w Nowym Targu. Informacja o przebywaniu w budynku zagrożonych osób zmusiła strażaków do wejścia do budynku w aparatach powietrznych i przeszukania pomieszczeń. Ewakuowano 20 osób. Do szpitala odwieziono dwójkę dzieci.
To jednak nie był koniec pracowitej dla strażaków nocy. Kolejne pożary wydarzyły się w Rdzawce i Mizernej.
– Nie jesteśmy przesądni – mówi kpt. Robert Krygowski z nowotarskiej straży pożarnej. – Mamy taką cichą nadzieję, że nie sprawdzi się popularne powiedzenie „jaki pierwszy, drugi, trzeci, taki cały roczek leci...”.
Z ubiegłorocznych wydarzeń nowotarscy strażacy najbardziej wspominają wyjazd do dwóch pożarów w gminie Ochotnica Dolna. W obu brakowało wody i dojazdu. W jednym do walki z żywiołem strażacy biegli pieszo mając jedynie sprzęt podręczny.
– W przypadku pożaru w Tylmanowej wójt obiecał, że zostanie wybudowany zbiornik przeciwpożarowy – mówi Krygowski. – Musieliśmy tam ciągnąć 1,5 kilometra sieci gaśniczej. A nie był to pierwszy przypadek pożaru w tym rejonie wsi.
W ub. r. na terenie powiatu nowotarskiego zginęła jedna osoba.
Łukasz Bobek, Józef Słowik
Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2008/01/03

