Sylwestrowe narty były hitem w całej Małopolsce
04.01.2008
Ostatni tydzień 2007 r. to po prostu było ceperskie eldorado. Takich tłumów turystów i narciarzy z całego świata nie było w Zakopanem jeszcze nigdy. Wszystko wskazuje na to, że liczba ceprów osiągnęła zawrotną wysokość około pół miliona osób. Te tłumy przewalały się zarówno przez Krupówki, jak i przez kolejkę na Kasprowy Wierch.
– Czekamy na wyjazd na górę już dwie godziny, a przed nami jeszcze sporo osób – pokazuje ręką zmartwiony Stanisław Kulig z Łodzi.
– To coś niewyobrażalnego! Kolejki były do barów, toalet, bankomatów. Aby dostać upragniony stolik w restauracji „Kolorowa” trzeba było poczekać minimum czterdzieści minut. – Obeszliśmy wszystkie karczmy – mówi stojący w kolejce przed drzwiami Henryk Szerlowski. – I wszędzie to samo! A zjeść trzeba, więc marzniemy na zewnątrz i wzrokiem poganiamy tych, co właśnie konsumują potrawy – żali się.
Turyści trochę mniej, ale przede wszystkim górale są zadowoleni, bo wreszcie mogli sporo zarobić. – Było bosko – cmoka z zachwytu Janina Tylkowa ze straganu z góralskimi kapciami na Krupówkach.– Ni ma co narzekać! Kto jeszcze godo, ze było źle to grzeszy. Zarobiłam fest, ale nie pytojcie ile dudków mam, bo to tajemnica – ucina. Pewne jest, że obroty na stoiskach na Krupówkach były naprawdę spore.
– Dziennie jakieś dwa, trzy tysiąca – zdradza nam Zosia z jednego ze straganów. – A my sprzedajmy wyroby z drewna, po parę złotych, więc taki utarg naprawdę ciężko zrobić. Zysk jest setny.
Nie narzekają również ci, którzy na Krupówkach sprzedają oscypki. – Oczywiście, że jestem zadowolona – mówi pani Anna Giewont. – A jeśli ktoś kręci jeszcze nosem, to znaczy, że chciwy jak diabli. Podliczałam sobie i już wiem, że było lepiej, niż rok temu.
Zadowoleni są również właściciele kwater. I to nie tylko w Zakopanem, ale i w Bukowinie Tatrzańskiej, Białce i Murzasichlu. Jednak ten czas był przede wszystkim rajem dla narciarzy. – Codziennie z wyciągów na naszej stacji korzystało kilka tysięcy osób, a koło południa ludzi było tyle, że nie dawaliśmy sobie rady z obsłużeniem tłumów – przyznaje Katarzyna Strama ze szkoły Narciarskiej „Nosal”.
W Beskidzie Sądeckim w święta też jeździła na nartach rekordowa ilość amatorów białego szaleństwa. – W tamtym roku też był duży ruch, ale w tym było narciarzy 40 proc. więcej – ocenia pani Agata. W najstarszym ośrodku w Krynicy działają trzy wyciągi o łącznej przepustowości 2400 osób na godzinę, ale takich kolejek, jak w ostatnie święta, nikt nie pamięta.
Na Słotwinach najwięcej osób zjechało 29 i 30 grudnia, najwięcej zdecydowało się na szusowanie dopołudniowe od 9.00 do13.00, czyli podczas ośmiu godzin z góry mogło zjechać prawie 20 tys. narciarzy i snowboardzistów.
Dlatego nikogo nie dziwią zapowiedzi, że inwestycje w infrastrukturę dla narciarzy mają wynieść w ciągu dwóch lat 200 mln zł. Jak widać to się opłaca i samym góralom, i narciarzom.
Przemysław Bolechowski Rafał Kamieński
Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2008/01/03

