Nie zarobili na Rosjanach
10.01.2008
Rok temu w styczniu pod Tatry przyjechało 40 tysięcy turystów ze Wschodu. W tym roku jest ich znacznie mniej. Martwi również fakt, że zabrakło tych najbogatszych, którym nie chciało się po prostu stać w kolejkach do konsulatów.
Już od kilku miesięcy biura i organizacje turystyczne alarmowały, że w tym roku z powodu zamieszania związanego z wejściem Polski do strefy Schengen i wydawania wiz obywatelom Rosji, Ukrainy i Białorusi mogą w styczniu nie przyjechać tak cenieni turyści ze Wschodu. Ostatecznie goście przyjechali, ale w znacznie mniejszej ilości niż rok temu.
– Nie jest dobrze – mówi Agata Wojtowicz, dyrektor zakopiańskiego biura podróży Orbis. – Nie ma co udawać, że jest tak samo jak przed rokiem. Niestety sytuacja jest znacznie gorsza. Spadek liczby turystów ze wschodu odczuli chyba wszyscy. I to nie tylko w Zakopanem, ale i np. w Krakowie. Nie boję się otwarcie powiedzieć, że u nas jest o 40 procent mniej klientów z Rosji i Ukrainy niż w styczniu ubiegłego roku. Zainteresowanie naszą ofertą było, ale nie byliśmy w stanie pomóc naszym klientom w uzyskaniu wiz. Stąd cała smutna sytuacja.
Rok temu polskie konsulaty na sezon zimowy wydały 40 tysięcy wiz. W tym roku będzie ich prawie o połowę mniej. Martwi bardzo fakt, że z przyjazdu pod Tatry czy do Krakowa zrezygnowali turyści najbogatsi.
– Ten klient z górnej półki nie zamierzał czekać – wyjaśnia Piotr Wiktorko z Polskiej Izby Turystyki Młodzieżowej. – Ci ludzie wybrali inne kraje: Słowację, Rumunię, Austrię, a nawet Turcję.
Nie wiem, czy ktokolwiek wie, ale to właśnie Turcja jest obecnie naszym głównym konkurentem, jeśli chodzi o ekskluzywne wyprawy na narty. Turkowie wybudowali stacje narciarskie we wschodniej części kraju, na Kaukazie. Klienci nie mają u nich żadnych problemów wizowych. Kupuje się wyjazd w biurze podróży i za 10 dolarów wykupuje wizę na lotnisku. Sama zaś wyprawa na Kaukaz turecki kosztuje tyle, ile u nas np. do Zakopanego i na Kasprowy Wierch. Ukraińcy jeżdżą już również na narty do Maroka czy Libanu.
Skąd więc problem? Według specjalistów z branży turystycznej winni są urzędnicy Ministerstwa Spraw Zagranicznych, jak i nasze konsulaty na Wschodzie, które do ostatniej chwili nie informowały o zasadach przyznawania wiz. Przed placówkami tworzyły się gigantyczne kolejki.
– Moja pracownica stała w kolejce do konsulatu od 13 do 20 grudnia – rozkłada ręce Władimir Żukow z biura Turex we Lwowie. – Mogła tylko co jakiś czas wyjść z kolejki na dwie godziny.
Inne biura podróży skarżyły się, że jak tylko prosiły o lepszą obsługę czy przyśpieszenie wydawania wiz, to albo wylatywało się na koniec gigantycznej kolejki, albo też konsul potrafił zabierać biurom tzw. akredytację, co zupełnie uniemożliwiało im pracę, jeśli chodzi o wyjazdy turystyczne do Polski.
Co ciekawe, takie problemy zdarzały się w polskich placówkach na Ukrainie. Tymczasem np. z pracy w Moskwie naszych konsulatów biura były zadowolone. Wnioski są – mówiąc delikatnie – niewesołe. To, co naszym konsulatom się nie udało, potrafili zrobić Słowacy, czy Rumunii.
Trudno jest Podhalu konkurować z Austrią lub już nawet ze Słowacją. Turystów ze wschodu przyciągały Krupówki, kultura góralska i życzliwość ludzi.
Ale teraz może się okazać, że w perspektywie długich kolejek do konsulatu to stanowczo za mało. Czas na radykalnezmiany.
Przemysław Bolechowski
Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2008/01/09

