To wstyd nie mieć dzisiaj czerwonego serduszka
15.01.2008
– Nawet jakby człowiek nie chciał dać, to musi, bo aż głupio dziś wyjść na ulicę i nie mieć na kurtce serduszka! Wszyscy tak wtedy jakoś dziwnie na człowieka patrzą. Przynajmniej my czuliśmy się jak jacyś odszczepieńcy! – mówi Agata. – Czym prędzej więc popędziliśmy, żeby poszukać wolontariusza i też chodzić z serduszkiem.
Rzeczywiście, wczoraj po południu na Krupówkach rzadko kto go nie nosił. Nawet olbrzymi Shrek miał kilka serduszek na łapach. Tak zresztą, jak i jego Fiona. Nie było też chyba stoiska z oscypkami, które nie byłoby oznakowane przez kwestujących. Jeżeli ktoś na zakopiańskim deptaku nie miał serduszka, to z całą pewnością był... Rosjaninem lub Ukraińcem.
– Potrząsamy puszkami, pokazujemy im, próbujemy wyjaśnić, że to dla chorych dzieci, ale oni nie rozumieją i raczej nie wrzucają pieniędzy – tłumaczą Dorota Dorula i Paulina Kocot, wolontariuszki z Zespołu Szkół Hotelarsko-Turystycznych w Zakopanem.
Jednak byli i tacy cudzoziemcy, co może i nie rozumieli sensu ulicznej kwesty, ale grosz wrzucili: np. Japończycy z ochotą przypinali sobie do podróżnych toreb czerwone serduszka.
– Większość ludzi jednak nie omija nas i kto ile akurat ma, wrzuca do puszki – pokazują już dość ciężkie po sześciu godzinach kwestowania puszki Natalia Kalata i Mateusz Długopolski, uczniowie ze Szkoły Podstawowej na Stasikówce.
Mateusz chwali się, że jest rekordzistą: otrzymał od jednego przechodnia100 złotych! Inni mówią, że w ich puszkach datki są skromniejsze, po 5-10 złotych. – Ważne, że nikt nam nie odmawia! A byliśmy nie tylko na Krupówkach, ale i na Gubałówce, na Polanie Szymoszkowej – podkreślają Paweł Naglak, Mariusz Zoń i Maciek Obrochta, z zakopiańskiego „Hotelarza”.
Jakuba Terakowskiego, jednego ze współorganizatorów IV Karpackiego Finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, zastajemy gdy wraca ze schroniska nad Morskim Okiem.
– Akcja w górskich schroniskach, którą organizujemy już od czterech lat, cały czas trwa! – mówi Terakowski. – Tylko na Hali Krupowej udało się zebrać do puszek ponad 3 tys. zł. Kolejne 800 złotych dostaliśmy na Wierchomli.
Młodzi ludzie z puszkami trafili m.in. do schronisk na Turbaczu, Rycerzowej, Ornaku, Luboniu Wielkim, Hali Miziowej.
W Szczawnicy i Krościenku datki na Orkiestrę zbierało blisko50wolontariuszy, uczniów z tutejszych szkół. Nie obyło się bez przykrych incydentów.
Pod kościołem w Krościenku wylegitymowano fałszywych wolontariuszy. Policja wzięła ich na przesłuchanie. Pochodzili z Sosnowca, mieli sfałszowane identyfikatory.
W Szczawnicy organizatorem finału WOŚP był Miejski Ośrodek Kultury i Sportu. – To duża radość robić coś pożytecznego dla potrzebujących osób. Ludzie chętnie dawali datki do puszek – mówiły Kinga i Marta. MOK przygotował liczne atrakcje: występowały dzieci z przedszkola, zespoły rockowe, grupy tańca nowoczesnego z gimnazjum.
Centrum akcji WOŚP w Krościenku była stacja narciarska „Stajkowa”, która w tym dniu uroczyście obchodziła inaugurację działalności. Finał przygotowało Gminne Centrum Kultury.
Halina Kraczyńska
Współpraca (zach), (slow)
Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2008/01/14

