Zakopane — portal z-ne.pl

Czarne chmury nad Kumoterską Gońbą

15.01.2008

Czarne chmury nad Kumoterską Gońbą

Na Kumoterską Gońbę w Poroninie w tym roku, w porównaniu z latami ubiegłymi, przybyło wyjątkowo mało zawodników. Powód? Spora część osób obawia się, że w razie jakiegokolwiek wypadku na trasie podzieli los górala ze Skrzypnego i będzie ciągana po sądach, a może i zmuszona do zapłaty gigantycznego odszkodowania.

– Ludzie się boją – kiwa głową jeden z zawodników, który jednak nie chce się przedstawić z imienia i nazwiska. – Ten, który uczestniczył w wypadku, został pozostawiony sam sobie. Niejeden z nas woli nie narażać siebie i swojej rodziny na potężne nieprzyjemności. Poszkodowana turystka żąda od tego górala 300 tysięcy złotych. Taka suma oznacza dla każdego z nas ruinę.

Sprawa o odszkodowanie, mimo że minęły od wypadku już dwa lata, cały czas trwa. W tym tygodniu w Łodzi odbędzie się kolejna rozprawa. Ale niektórzy, nie czekając na wyrok, już teraz podejmują pierwsze decyzje.

– U nas w tym roku zawodów nie będzie – oznajmia Stanisław Ślimak, wójt gminy Szaflary. – Nie będzie u nas zawodów, bo solidaryzujemy się z naszym mieszkańcem, który po wypadku miał problemy. Jest jednym z nas. Wiele osób nie chciało mu pomóc, jak się zaczęła cała sprawa w sądzie. I to nie jest w porządku. Poza tym jako wójt czekam na decyzję sądu, aby wiedzieć, jakie wymogi powinien spełnić organizator, aby nie narazić się na konsekwencje. Chcę też, aby jasno wreszcie ktoś określił, na jaką sumę trzeba zawody ubezpieczyć. Przede wszystkim z niepokojem czekamy na efekt całej sprawy i na to, jakie konsekwencje poniesie nasz gazda.

Podobną decyzję jak Szaflary podjęło i Zakopane. Tutaj jednak zdania na ten temat są podzielone.

– Uważam to za błąd – zaznacza Andrzej Gąsienica Makowski, starosta tatrzański. – Owszem, można było nie organizować samych zawodów w kumoterkach, ale Parada Gazdowska powinna być.

W podtatrzańskich gminach zastanawiają się nad przyszłością całej imprezy.

– Trzeba ustalić, ile ma być na Kumoterskiej Gońbie sportu, a ile tradycji – podkreśla starosta tatrzański. – Może trzeba też będzie zmienić trochę formułę, regulamin zawodów. Poza tym przed wypadkiem było tak, że mimo ostrzeżeń przez megafon, mimo zabezpieczania taśmą terenu zawodów, ludzie podchodzili niebezpiecznie blisko. Dopiero teraz ktoś się reflektuje, że wyścigi koni są niebezpieczne.

Coraz więcej osób zastanawia się nad przyszłością imprezy. Może rzeczywiście warto rozważyć, aby nieco zmienić same zawody: sprawić, aby było trochę mniej emocji sportowych i rywalizacji. Niezależnie od tego, warto zastanowić się nad tym, jak zabezpieczać tego typu imprezy.

Przemysław Bolechowski

Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2008/01/15