Energetycy porazili nas wyższymi cenami prądu
19.01.2008
Miesiąc temu mało kto wierzył, że ceny pójdą w górę o więcej niż 10 proc. Nie doszło do zapowiadanego na 1 stycznia uwolnienia cen elektryczności – wciąż pozostają one pod kontrolą Urzędu Regulacji Energetyki. Lękiem napawały podwyżki wprowadzone już 1 stycznia przez dwa koncerny nieoglądające się na zdanie prezesa URE. Śląski Vattenfall podniósł ceny o 5,2 proc., a warszawski Stoen – około 10 proc. Ale nowe taryfy zatwierdzone właśnie przez URE dla 12 pozostałych sprzedawców prądu to prawdziwy cios dla kieszeni.
Największe podwyżki czekają mieszkańców Zamojszczyzny. Tutejszy zakład, wchodzący w skład Polskiej Grupy Energetycznej, podniesie rachunki aż o 14,5 proc. (taryfa G 11). Podobnie będzie w Łodzi (14,3 proc.) i Lublinie (14,4 proc.). Z danych URE wynika, że podwyżki najmniej odczują klienci zakładu w Rzeszowie (również należy do PGE) – sięgną one 9,2 proc. Różnice wytłumaczyć można m.in. tzw. profilem odbiorcy. Energia drożeje najbardziej tam, gdzie ludzie żyją w dużym rozproszeniu i zużywają najwięcej prądu w godzinach wieczornych.
Przeciętne gospodarstwo domowe potrzebuje rocznie 1950 kWh energii. Miesięczne rachunki oscylowały dotąd w granicach 80 zł, teraz wzrosną o 8 zł. Dla niektórych podwyżki będą jednak bardziej dotkliwe. Wacław Tomaszewski z Pabianic prądu używa do oświetlenia i ogrzania 100-metrowego domu. Co miesiąc płaci 600 zł. Teraz jego miesięczne rachunki wzrosną o 85 zł. W skali roku – to ponad 1000 zł.
Na podwyżkę rachunku składają się: zmiana opłaty za przesył energii oraz ceny „czystego” prądu. W pierwszym przypadku koszty zmieniają się minimalnie. Drastycznie zdrożał natomiast sam prąd – średnio aż o 23,1 proc. Najmniej, bo o 19,5 proc., podniósł cenę czystego prądu Zakład Energetyczny Warszawa-Teren. Dotąd jednak opłaty były tu największe – za 1950 kWh rocznie trzeba było zapłacić 376 zł. Zakład w Lublinie, dotąd jeden z najtańszych (343 zł), podniósł cenę aż o 29,7 proc. W 2007 r. różnica między najdroższym i najtańszym zakładem wynosiła 10,4 proc., teraz 4,6 proc.
Energetycy mówią, że podwyżek nie dało się uniknąć. Bo to właśnie producenci prądu biorą na swoje barki główny ciężar ograniczenia przez Komisję Europejską limitów emisji dwutlenku węgla. PGE, żeby zaspokoić swoje potrzeby, musi dokupić prawa do emisji 15 mln ton CO2 za 1 mld zł rocznie. Koszty całej branży wzrosną o 2 mld zł.
Drugim powodem są niezbędne inwestycje w rozwój mocy wytwórczych. PGE, która ma 40-procentowy udział w rynku wytwórców energii, w ciągu czterech lat zamierza na ten cel wydać nawet 41 mld zł. W tym czasie zużycie prądu będzie rosło w Polsce w tempie 4 proc. rocznie. W 2008 r. o 10 do 15 proc. wzrosną koszty zakupu węgla, z którego wytwarzane jest 90 proc. energii w Polsce.
Zatwierdzone taryfy obowiązywać mają przez cały rok 2008, choć każdy z koncernów może wcześniej złożyć wniosek o kolejną podwyżkę. Czy ktoś się na to zdecyduje? Raczej nie, choć po wczorajszym ogłoszeniu nowych cen niczego już nie można być pewnym.
Piotr Brzózka
Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2008/01/19

